Sytuacja w której dziś się wszyscy znajdujemy nie jest normalna. Jest całkowicie nienormalna. Jest zaprzeczeniem zdrowego społecznego funkcjonowania. Nieszczęście które spadło na świat, jest dla nas całkowicie nowe, nigdy nie byliśmy jeszcze w takiej sytuacji, w związku z tym próbujemy się w tym wszystkim odnaleźć jakoś tak ‚po omacku”. Wielu z nas próbuje obecną sytuację możliwe jak najbardziej oswoić, zrobić wszystko by przynajmniej udawać, że tak naprawdę niewiele się zmieniło, że jest tak jak było tylko trochę inaczej, tak bardziej wirtualnie.

Wielu ludzi robi wszystko by przekonać nas, że da się przenieść normalne, zdrowe, prawdziwe życie do „sieci”. Można za pomocą internetu, uczyć, leczyć a nawet uczestniczyć w życiu Kościoła. Są tacy, którzy przekonują nas, że patrzenie w pudełeczko mniejszych czy większych rozmiarów, siedząc na kanapie w domu, jest jak najbardziej realnym, prawdziwym uczestnictwem we mszy świętej, że istnieje coś takiego jak „komunia duchowa”, że można, jak się bardzo chce zastąpić spowiedź uszną, że drugi, brat, bliźni, nie jest tak naprawdę niezbędny, że wystarczą światłowody.

Wyobraźmy sobie taką sytuację, kochające się małżeństwo na skutek przyczyn od nich niezależnych, musi przebywać przez jakiś czas w oddaleniu od siebie. Owszem może do siebie pisać, dzwonić, korzystać z nowoczesnych technologii, ale nie może się dotykać, pocałować, przytulić, pogładzić po włosach, poczuć zapach, ciepło ciała. Nie może się kochać fizycznie. Ci wszyscy wielbiciele nowych technologi mogą stawać na rzęsach, mogą zaklinać się i nas zapewniać, że za pomocą internetu da się wszystko ale wszystkiego się nie da, nie można się kochać przez internet!

Cud eucharystyczny który dokonuje się na ołtarzu podczas mszy świętej nie jest symbolem, nie jest wspomnieniem, nie jest pamiątką ostatniej wieczerzy, jest realnym zdarzeniem które się dzieje! Nie da się przyjąć Ciała Jezusa inaczej jak realnie, fizycznie, traktowanie uczty eucharystycznej jako czegoś jedynie duchowego to nic innego jak odejście od wielowiekowej nauki Kościoła Katolickiego, na rzecz poglądów głoszonych przez protestantów. Jeszcze przed pandemią wielu mówiło:”jestem wierzący owszem ale nie potrzebuję chodzić do świątyni, Bóg jest wszędzie, wierzę ale nie potrzebuję wspólnoty, wierzę ale po co mi się spowiadać przed jakimś księdzem”. Dziś wielu ludzi Kościoła mówi nam to samo!

Pieniądze, egzotyczne podróże, samochody, kariera, rozrywki, nowoczesne gadżety to były rzeczy i sprawy które wielu z nas zajmowały przed pandemią. Zaraza która przyszła na ten zmaterializowany globalny świat powinna zweryfikować w nas to co jest tak naprawdę ważne, a tak naprawdę ważny jest ten drugi, kontakt z nim, bliskość, dobry dotyk, ciepło. Możliwość patrzenia sobie w oczy bez strachu. Braterskie klepnięcie w plecy, podanie sobie ręki i słowa: pokój nam wszystkim”.

Dobry Bóg wyprowadził nas na pustynie abyśmy z realiów tego pustkowia zobaczyli czego tak naprawdę nam potrzeba do życia, czego nam brakuje, o co powinniśmy zabiegać. Nie wyprowadził nas po to abyśmy możliwie jak najwygodniej umościli się na tej pustyni. Mamy tęsknić, potrzebować, szukać, zmieniać się. Pustynia jest po to żeby się nawracać. Im nam bardziej niewygodnie, źle, trudno na tej pustyni tym lepiej dla nas, tym nasza tęsknota za drugim, za bliźnim jest większa. Jeśli dobremu Bogu spodoba się nas z tej pustyni wyprowadzić, jest szansa, że: wyjdziemy z tego lepsi, bardziej wrażliwi, współodczuwający. Jeśli uwierzymy w nieprawdziwy, wirtualny świat wykreowany przez internet, staniemy się jeszcze bardziej egocentryczni, zamknięci, samolubni, wyobcowani.