Rozważania na Wielki Post – Jezus, którego nie potrzebuję!

Tomasz Budzyński – Ukrzyżowanie drugie

Nie zdradzam żony, bo ją kocham. Nie kradnę, bo uważam, że tak powinno się postępować. Nie używam przemocy fizycznej, nie życzę nikomu śmierci i dla nikogo kary śmierci się nie domagam. Mamona nie jest moim bożkiem. Prowadzę proste, skromne życie. Staram się, by było ono przyzwoite. Nie robię tego ze strachu przed piekłem, w nadziei na niebo, bo takie są przykazania. Staram się tak żyć, bo uważam, że to jest słuszne, że tak trzeba, że tak wypada. Nie potrzebuję do tego Boga.

Kiedy jestem chory idę do lekarza. Kiedy mam problemy psychiczne – do terapeuty. Kiedy potrzebuję duchowości czytam książki. Do dobrego, wartościowego, godnego życia nie potrzebuję chrześcijaństwa. A jednak chcę być Jego uczniem.

Chcę iść do Getsemani, by usiąść koło Niego i powiedzieć Mu: Nie przychodzę do Ciebie, bo czegoś potrzebuję, bo czegoś chcę, bo mam nadzieję coś sobie załatwić. Jezusie, synu Dawida, niczego nie chcę od Ciebie! Przychodzę, bo jesteś tu sam, choć powinni tu być Twoi uczniowie, którzy śpią. Przychodzę, bo się boisz, cierpisz, pocisz się krwią i jesteś przerażony. Nie wiem jak Cię pocieszyć. Nie wiem dlaczego tak to On wymyślił, dlaczego nie dało się jakoś inaczej, jakoś bardziej humanitarnie, jakoś bardziej po ludzku. Może inni to wiedzą, rozumieją, są mądrzejsi. Ja nie wiem. Nie umiem Ci pomóc, ale mogę posiedzieć przy Tobie, żebyś nie czuł się tak strasznie samotny, żebyś wiedział, że masz mnie, że jestem przy Tobie. Dobra, może i nie jestem najlepszym, najwartościowszym z Twoich uczniów, ale tu jestem, z Tobą, bo Cię kocham!

Kiedy do mnie przyjdzie Wielka Sobota ze swoim strasznym milczeniem Boga, kiedy moje życie stanie się trudne i pełne bólu, kiedy zawali się jak domek z kart i okaże się, że budowałem je na piasku, nie będę Cię wyzywał. Nie będę złorzeczył. Nie będę krzyczał, że w Ciebie zwątpiłem. Będę kochał Cię za nic, bo taka jest miłość. Takie jest chrześcijaństwo!

 

Opublikowano Bez kategorii | 6 komentarzy

Rozważanie na Wielki Post, czyli wszyscy jesteśmy Judaszami.

 23 Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, 24 zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj! 25 9 Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. 26 Zaprawdę, powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz.(Mt.5,23 26)

Wielu, rozważając temat tajemnicy Judasza podkreśla fakt, że jego największą tragedią nie było to, że zdradził, tylko to, że popadł w rozpacz, że stracił nadzieję i popełnił samobójstwo. Gdyby ukorzył się przed Jezusem, gdyby prosił o wybaczenie, bez wątpienia dostąpiłby miłosierdzia.

Jest to dla nas niezwykle istotna wiadomość. Problem nie leży w naszych zdradach. Wszyscy jesteśmy grzeszni, wszyscy sprzeniewierzamy się Bogu. Kwestią kluczową jest nasza postawa po zdradzie. Czy grzech sprowadza nas w przepaść rozpaczy, czy motywuje do naprawy wyrządzonych krzywd? Czy jednak faktycznie największym dramatem Judasza był zły wybór? Czy w ogóle mógł wybierać?

Judasz, Żyd, dziecko swojej epoki i swojej wiary, musiał być monoteistą z krwi i kości, mentalnie nie był w stanie pojąć czegoś tak wysoce wysublimowanego teologicznie jak idea Trójcy Świętej. Nie wiemy za kogo uważał Jezusa, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy założyć, że nie uznawał Go za Boga. Bez większego ryzyka możemy przyjąć również, że nie był wstanie przewidzieć tego, że Jezus po trzech dniach zmartwychwstanie. Gdy więc dotarło do niego, że na skutek jego czynu przeleją krew niewinną, że konsekwencją jego zdrady będzie śmierć niewinnego człowieka, zrozumiał jednocześnie, że jego czyn ma charakter nieodwracalny. Mistrz, którego zdradził miał umrzeć.

Judasz bez względu na to jak bardzo by tego chciał, nie mógł już niczego naprawić, odkręcić, zmienić. Jedyne co mu pozostało to czarna, bezdenna rozpacz. Rozpacz, która doprowadziła go do samobójstwa. Największym dramatem Judasza było nie to, że zdradził Boga, jego największym dramatem było to, że zdradził człowieka! Jego grzech i jego rozpacz nie miały nic wspólnego z moralnością, abstrakcją, były realnie namacalne, były brutalnym „tu i teraz”.

Czyż nie jest czasami tak, że my, w przeciwieństwie do Judasza, za wszelką cenę próbujemy nasze grzechy z brutalnej realności życia przenieść na poziom abstrakcji, moralności, teologii. Czyż nasz żal za grzechy nie staramy się zanieść „bezpośrednio do Boga”, sprytnie omijając odpowiedzialność wobec człowieka?

Dziś, w dobie rozliczeń wobec zła w Kościele, wielu z nas zastanawia się: jak to jest możliwe do pogodzenia? Jak można jednocześnie być księdzem i tym, który krzywdzi dzieci? Może właśnie tu leży klucz do zagadki.

Jestem księdzem, człowiekiem wykształconym, rozumnym, inteligentnym, nie mogę udawać, że nie wiem, że czynię zło, że popełniam straszną zbrodnię, ale mogę wziąć ten grzech i zanieść go bezpośrednio przed oblicze Boga, do konfesjonału. Wyspowiadać się, żałować za grzechy i postanowić poprawę. I co dalej? Ano nic. Żyję, moje postanowienie poprawy kurczy się, blednie, obumiera, aż do następnego razu. Krzywdzę znowu, znowu robię to samo. Cierpię, brzydzę się sobą i co? Idę do spowiedzi. Koło się zamyka. Jestem tak bardzo katolicki, że zapominam być zwyczajnie ludzki. Jako człowiek, który wie, że robi źle, zamiast prosto do konfesjonału, najpierw powinienem iść do rodziców dziecka, które skrzywdziłem, do terapeuty, psychiatry, zgłosić się na prokuraturę. Realnie zadziałać, by wyplenić swój grzech, nie tylko wyabstrahować go na poziom transcendentnej wiary. Konsekwencją takich działań być może byłoby to, że otwarcie przyznając się do zbrodni zabiłbym księdza, ale może dzięki temu, uratowałbym w sobie człowieka.

W Wielkim Poście może właśnie jest czas na to, by z poziomu abstrakcji przenieść naszą wiarę do poziomu realnego życia. Może stwierdzenie, że wszyscy jesteśmy jak Judasz to jeszcze za mało? Może nie wystarczy, że się przyznamy do grzechu, może czas i pora zabić grzesznika? Może właśnie potrzeba nam judaszowej odwagi? Może w tym Wielkim Poście zamiast rezygnować z cukierków, alkoholu, seriali czas i pora na popełnienie „samobójstwa”?

 

 

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarze

#tomniezmienilo Dezyderata

O tak, byłem na rekolekcjach, które dawały do myślenia, burzyły spokój, wywoływały trzęsienie ziemi. O tak, chciałem się zmienić, chciałem rewolucji. Chciałem sprzedać wszystko co mam i ruszyć za Nim.

A potem? A potem było jak zawsze. Przeszło. Przeminęło. Odechciało się. W tysiącach spraw i rzeczy powszednich, nudzie, rutynie dnia codziennego, tych samych grzechach szeptanych po raz nie wiadomo który podczas spowiedzi, trzeba było się zgodzić z prostym stwierdzeniem: „ludzie się nie zmieniają”.

Było wiele filmów, obrazów, zdarzeń robiących bałagan w głowie, wołających o zmianę, o odmienienie swojego życia, losu, sposobu myślenia, burzących spokój samozadowolenia. I co? I nic. Jak zawsze. Zapomniało się o nich. Wielkie ideały pokurczyły się w małych świństwach dni nieróżniących się niczym od siebie.

Porywały mnie ważne dyskusje o polityce, Kościele, sprawach istotnych. Kłóciłem się, spierałem i owszem, nie raz i nie dwa krzyczałem: „nie macie racji!; niczego nie rozumiecie”! Raziły mnie porozrywane, zakrwawione płody na fotografiach wykorzystywane do walki o prawo do życia. Czerwone serduszka za miliony złotych mające zaświadczać  o naszej małej prostej dobroczynności. Politycy z katolicyzmem w klapach marynarek i jadem na ustach.

I co? I nic! Nikt tego nie słyszał, nikt moim krzykiem się nie przejął. Wielki świat ze swoimi wielkimi sprawami toczył się gdzieś indziej. Daleko poza mną.

Można od tego zgorzknieć, rozczarować się, odpuścić sobie, machnąć ręką i przyjąć za własną ulubioną filozofię ludzi styranych codziennością: „jakoś to będzie”.

Czy jednak tylko rewolucje niosą zmiany? Czy tylko w huraganie, burzy, hałasie można usłyszeć wołanie o potrzebie nawrócenia się, bo czas jest bliski? Czy czasami nie bywa odwrotnie? Czyż wołania o potrzebę odmiany  nie słyszy się najlepiej w ciszy, w pustce, w próżni, w bylejakości życia, w samotności wśród ludzi? Czyż nie lepiej od rewolucji, które niczego tak naprawdę nie zmieniają, budować trwałe zmiany w konsekwencji małych kroków naprzód? W mozolnej, mało spektakularnej pracy nad sobą? Prostej prawdzie? Elementarnej uczciwości? Czyż od wielkich natchnień i gromów z nieba nie lepsza bywa czasami mała, zwyczajna przyzwoitość?

Dzisiaj, od trąb jerychońskich o wiele bardziej potrzeba mi tego:

 

Dezyderata

Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu,
pamiętaj jaki spokój może być w ciszy.

Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie,
bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi.

Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchając też tego, co mówią inni: nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swą opowieść.

Jeżeli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie.

Ciesz się zarówno swymi osiągnięciami jak i planami. Wykonuj z sercem swą pracę, jakkolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu.

Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach – świat bowiem pełen jest oszustwa. Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie jest pełne heroizmu.

Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć; nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa.

Przyjmuj pogodnie to, co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości.
Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni.
Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.

Obok zdrowej dyscypliny bądź łagodny dla siebie. Jesteś dzieckiem wszechświata: nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj i czy to jest dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien.

Tak więc bądź w pokoju z Bogiem, cokolwiek myślisz o Jego istnieniu i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia; w zgiełku ulicznym, zamęcie życia, zachowaj pokój ze swą duszą.

Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny…

Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy.

Desiderata została napisana przez Maxa Ehrmanna (1872+1945) w 1927 roku

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano | 1 komentarz

Nastolatek Jezus.

41 Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. 42 Gdy miał lat dwanaście15, udali się tam zwyczajem świątecznym. 43 Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. 44 Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. 45 Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go.
46 Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. 47 Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. 48 Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». 49 Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy16 do mego Ojca?» 50 Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. 51 Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. 52 Jezus zaś czynił postępy w mądrości17, w latach i w łasce17 u Boga i u ludzi. (Łk2,41-52)

Czytanie, które dostaliśmy do rozważania w ostatnią niedzielę minionego roku jest niezwykłe pod wieloma względami. Po pierwsze to zupełnie wyjątkowa scena rodzinna z wczesnej młodości Jezusa, młodości, o której, poza tą sceną, nic nie wiemy i po drugie: fragment ten u wielu z nas wywołuje pewne napięcie. Zapewne szczególnie u tych, którzy sami są rodzicami.

Z jednej strony nie mamy wątpliwości, że młody Jezus postąpił nieroztropnie, a jego nieodpowiedzialne zachowanie przyprawiło o wielki ból głowy jego rodziców. Z drugiej boimy się przyznać nawet przed samymi sobą, że nasze wnioskowanie jest poprawne. Jak to, Jezus mógł zachować się nieodpowiedzialnie? Mógł przysporzyć zmartwień swoim rodzicom? Takie myślenie to przecież herezja!

Wielu, jak sądzę, zastanawia się, dlaczego ewangelista Łukasz pragnąc opowiedzieć cokolwiek z wczesnego okresu życia Jezusa, posłużył się właśnie tą sceną. Nie mógł przedstawić jakiejś pouczającej i ujmującej scenki przedstawiającej, jak wyjątkowym i cudownym dzieckiem był nastoletni Jezus? A może, jak chcą niektórzy komentatorzy Pisma, Józef, Maria i my, wszyscy rodzice wszech czasów, żyjący na przestrzeni dziejów, błędnie interpretujemy zachowanie Jezusa, może to nie On postąpił nierozważnie, ale to my nie dostrzegliśmy w tej scenie jego geniuszu, cudowności i wiedzy tajemnej, którą dysponował już od najmłodszych lat?

Otóż nic z tych rzeczy, zgodnie z prawdą wiary, którą wyznaje Kościół „od zawsze” Jezus był człowiekiem takim samym jak my wszyscy z wyjątkiem grzechu i właśnie Łukaszowe opowiadanie daje nam tego dowód w sposób genialnie prosty. Jezus nie urodził się jako supermen, noworodek z umysłem Boga, urodził się z kobiety jako normalne, zwyczajne dziecko. Rósł, dorastał, przechodził wszystkie etapy rozwojowe jak wszystkie dzieci świata, jak wszystkie dzieciaki wszech czasów. Łukasz w sposób niezwykle trafny nas o tym zapewnia. Jezus zachowywał się jak nastolatek. Był nastolatkiem! Nie, nie był w pełni ukształtowanym, dorosłym, dwunastolatkiem z krzyżem na plecach. Był dzieciakiem, jak kiedyś my wszyscy!

Nie, nie grzeszył, nie, nie chciał źle, po prostu jak wszyscy chłopcy w jego wieku, nie miał umysłu swoich rodziców, miał umysł dziecka, które oczekuje od swojej mamy i swojego taty, że ci muszą się domyślić, odgadnąć, sami wpaść na to co chodzi ich kochanemu synkowi po głowie. Jezus pyta z naiwnością nastolatka: „nie wiedzieliście gdzie mnie szukać, nie domyśleliście się?”, a jego mama odpowiedziała mu jak wszystkie mamy wszech czasów:” nie, nie wpadliśmy na to, mogłeś po prostu nam powiedzieć, że chcesz zostać w Świątyni!”

Łukaszowa scena przedstawia nam Jezusa bliskiego, zrozumiałego, dziecko z krwi i kości, nastolatka na pewnym etapie rozwoju psychologicznego, młodego człowieka z którym my wszyscy, duzi i mali, możemy się utożsamiać. Gdyby ewangelista, na potrzeby swojej opowieści, wykreował postać oświeconą aureolą, wszech mądrą i wszechwiedzącą, opowiadającą w wieku lat dwunastu o swojej śmierci krzyżowej, czy ktokolwiek by uwierzył, że Jezus rzeczywiście był taki sam jak my z wyjątkiem grzechu?

Z tej sceny płynie dla nas jeszcze jedna nauka. Jeśli chcemy być zrozumiani przez bliskich, musimy rozmawiać. Jeśli oczekujemy od naszej żony, męża, dzieci takich, a nie innych zachowań, powiedzmy im o tym. Założenie, że wszyscy wokół nas sami powinni się domyśleć co chodzi nam po głowie, to pewna droga do bycia samotnym wśród ludzi, do spędzenia życia w poczuciu bycia niezrozumianym, odrzuconym, wyobcowanym.

Z okazji początku 2019 roku wszystkim przyjaciołom Deona życzę:

Rozmawiajmy ze sobą!

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Nie, nie oglądałem „Kleru”.

Wiele osób spośród moich znajomych zadaje mi pytanie: oglądałeś już „Kler”? Otóż nie oglądałem i na razie się nie wybieram. Po obejrzeniu „Drogówki” zraziłem się do dzieł produkowanych przez pana Smarzowskiego.

W związku z tym nie mam bladego pojęcia, czy „Kler” to film doskonały, mierny, czy przeciętny ale szum medialny, który powstał wokół tej produkcji, mnogość recenzji, opinii, opisów fabuły, a przede wszystkim wcześniejsze dzieła pana Smarzowskiego, które oglądałem dają mi dość dobre wyobrażenie o czym i w jaki sposób ten film opowiada.

Mówiąc w skrócie obraz „Kler” to historia o chciwości i przemocy seksualnej opowiedziana za pomocą niezwykle wulgarnego języka, czyli rzeczywistość, której nadmiar możemy w Polsce obserwować każdego dnia i żeby jej doświadczyć wcale nie musimy wybierać się do kina.

Językiem, który obowiązuje w Polsce nie jest literacka polszczyzna, lecz mowa wulgaryzmów, przekleństw i wyzwisk, tak mówimy do siebie i taki język obowiązuje w mediach, czy w internecie. Cechą narodową Polaków jest chciwość i żądza pieniądza. Cwaniak i kombinator to cechy, które w naszym kraju nie są powodem do wstydu tylko przeciwnie, czymś godnym pochwały i podziwu. Nie tak dawno temu jeden z moich znajomych z pracy opowiadał o najlepszych sposobach wyłudzania pieniędzy od firm ubezpieczeniowych,a wszyscy, którzy go słuchali bynajmniej nie byli tym oburzeni, lecz pełni zachwytu nad przedsiębiorczością i sprytem prelegenta.

Mimo wielu kampanii społecznych, akcji, nagłaśniania tematu, Polska to kraj, w którym przemoc seksualna jest wszechobecna i społecznie akceptowana. Na przykład w miejscach pracy kobiety ciągle są obłapiane, poklepywane, podszczypywane, atakowane werbalnie i, co przerażające, mało komu to przeszkadza. Jeśli interweniujesz spotkasz się z opinią sztywniaka, który nie ma poczucia humoru i luzu. Przecież to tylko żart jak złapie się koleżankę za tyłek, co w tym złego, nie przesadzajmy.

W świecie męskiego szowinizmu przedmiotowe traktowanie kobiet łączy się z uprzedmiotowieniem dzieci. Dziecko to nie jest mały człowiek, to przedmiot, który niczego nie rozumie i którego tego „rozumienia” musimy nauczyć, nie licząc się z jego uczuciami, racjami, potrzebami, przedmiot, który należy uformować, jak się nie da inaczej to za pomocą przemocy fizycznej i psychicznej.

Polska to kraj pełen chamstwa, chciwości, przemocy fizycznej, przedmiotowego traktowania kobiet i dzieci, pełen splugawionego, wulgarnego seksu. Kultura przemocy, którą tworzymy i którą chłoną nasze dzieci niemal od samego urodzenia wpływa na obraz tego, kim się stają kiedy dorosną. Polskie duchowieństwo według filmu „Kler” jest przepełnione chciwością i przemocą seksualną, a jakie ma być? Skoro kulturę przemocy wchłonęło z mlekiem matki?

Jeśli po obejrzeniu filmu „Kler” dojdziemy do wniosku, że wśród księży w Polsce wielu to kanalie, to szczególnie odkrywcze to nie będzie, o wiele bardziej odkrywcze dla naszego społeczeństwa byłoby, gdyby panu Smarzowskiemu udało się wywołać pytanie: „ile z „Kleru” jest we mnie?” A takich pytań raczej nie słychać.

 

 

Opublikowano Bez kategorii | 9 komentarzy

Kościół zdeptany.

Dzisiaj w Polsce można wręcz powiedzieć, że pastwienie się nad Kościołem jest w dobrym tonie. Kościół jest opluwany, wyśmiewany, wyszydzany, zdeptany. W jaki sposób to doświadczenie przemawia do mnie, jako osoby wierzącej?

Po pierwsze: gdy ciosy spadają na Kościół z każdej strony, nie odbieram tego w ten sposób, że krytykowani są księża, biskupi, episkopat, Kościół instytucjonalny – tylko ja, bo ja jestem Kościołem. I po drugie, najważniejsze, że to doświadczenie zsyła sam Bóg. Co chce mi i wszystkim ludziom dobrej woli przez to pokazać? Odpowiedź oczywiście znajduje się w Ewangelii:

13 Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. 14 Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. 15 Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem5, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. 16 Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie. (Mt 5, 13-16)

Fundamentalne pytanie jakie staje przede mną brzmi: czy jestem solą? Czy solę swoim postępowaniem ludzi? Czy to, że jestem chrześcijaninem faktycznie widać? Jest taka piękna opowieść rabiniczna:

Rabin chciał kupić osła. Wysłał więc do pewnego Araba swoich uczniów. Ci przyprowadzili mu zwierzę na którego szyi przywiązany był wspaniały, drogocenny klejnot. Spostrzegłszy to wychwalali rabina. Bóg widzi twoją sprawiedliwość i obdarza cię wielkimi darami! Na to odrzekł rabin: chciałem kupić osła, nie klejnot, oddajcie go właścicielowi. Arab kiedy odzyskał skarb, powiedział o rabinie: wielki i wspaniały musi być Bóg rabina skoro pozwala mu czynić taką uczciwość!

Co moje chrześcijaństwo mówi innym o Jezusie, którego wyznaję? Czy moje czyny świadczą o Jego wielkości, czy przynoszą Mu wstyd? Czy w domu, pracy, przestrzeni publicznej faktycznie się wyróżniam na korzyść? Czy przeciwnie? Czy ludzie widząc co robię mówią: ” patrzcie, niby chrześcijanin, a robi to co wszyscy?” W końcowym fragmencie Ewangelii według św. Mateusza czytamy pouczenie:

19 Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody4, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. 20 Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem.(Mt 28 19-20)

Mateuszowe „Idźcie i nauczajcie” można oddać również jako: „idąc nauczajcie”, „żyjąc nauczajcie”, czyli to samo, o czym mówi św. Paweł:

31 Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie 32 Nie bądźcie zgorszeniem ani dla Żydów, ani dla Greków, ani dla Kościoła Bożego, 33 podobnie jak ja, który się staram przypodobać wszystkim pod każdym względem nie szukając własnej korzyści, lecz dobra wielu, aby byli zbawieni.(1Kor 10 31-33)

W tym kontekście „nauczajcie” nie oznacza: wygłaszajcie odczyty i konferencje, lecz: „czyńcie uczniami”. Żyjcie w taki sposób, żeby inni patrząc na was widzieli szczęśliwych ludzi, którzy mimo przeciwieństw i trudów egzystencjalnych żyją zgodnie z wymogami postawionymi przez Jezusa w kazaniu na górze. Świecą światłem oświetlającym Jezusa, świadczą, że bycie Jego uczniem to sprawa cudowna i wspaniała, choć wymagająca i trudna.

Jeśli taki nie jestem, jeśli moje chrześcijaństwo o niczym nie świadczy, na nikogo nie wskazuje, a oznaką mojej wiary jest wyłącznie medalik dyndający na mojej szyi, to znaczy, że sól utraciła swój smak, że nadaje się ona już tylko na to, żeby rozsypać ją na chodniku zimą, żeby się ludzie nie ślizgali, że nadaje się już tylko na podeptanie.

Myślę, że to, iż dzisiaj w Polsce jesteśmy deptani jest doświadczeniem, choć bolesnym, to jednak potrzebnym, że dostaliśmy je od samego Boga. Musimy wreszcie przestać się pławić we własnym samouwielbieniu i zacząć się nawracać. Kościół musi wreszcie przestać głosić samego siebie, a zacząć głosić Jezusa.

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarze

Nierządnica Kościół.

Czytam dużo rozważań ludzi Kościoła na temat obecnego kryzysu i to, co w tych analizach uderza najbardziej to minimalna wręcz obecność Boga w tych tekstach. Jednym z ulubionych słów związanych z tematem przestępstw dokonywanych na dzieciach jest: „problem”.

Kościół ma problem. Jak Kościół powinien sobie z tym problemem poradzić? Co Kościół z tym problemem robi? Rozważania ludzi dobrej woli skupiają się na poziomie korporacji, instytucji, problem Kościoła to według wielu błąd w systemie, kwestia skuteczności zarządzania.

Niebiosa, słuchajcie, ziemio, nadstaw uszu,
bo Pan przemawia:
«Wykarmiłem i wychowałem synów,
lecz oni wystąpili przeciw Mnie.
Wół rozpoznaje swego pana
i osioł żłób swego właściciela,
Izrael na niczym się nie zna,
lud mój niczego nie rozumie». (Iz 1, 2-3)

Po tylu faktach, dowodach winy, przestępstwach, Lud Boży – Kościół nie zrozumiał niczego! Kościół nie ma problemu, ma grzech! Grzech ciężki i śmiertelny! Czym jest grzech? Nie, to nie jest problem, to nie jest błąd w systemie. Grzech to świadome odejście od Boga. To świadome odstąpienie od Niego, wybór innej drogi i innych bożków. Czym jest Kościół? Nie, to nie jest korporacja, Kościół to oblubienica Jezusa. Jeśli oblubienica świadomie odchodzi od Oblubieńca staje się nierządnicą. Tak mówi Biblia, to nie jest mój autorski wymysł. Kościół splugawiony grzechem staje się nierządnicą!

Przestaliśmy słuchać proroków, przestaliśmy pamiętać o ich napomnieniach. Grzech przerobiliśmy na błąd, problem. Ilu ludzi dzisiaj w Polsce jest w stanie powiedzieć w miarę spójnie i przejrzyście czym, zgodnie z Tradycją Kościoła fundamentalnie zakorzenioną w Biblii, są grzechy wołające o pomstę do Nieba? Ilu ludzi dziś pamięta słowa Ezechiela?:

16 A gdy upłynęło siedem dni, Pan skierował do mnie to słowo: 17 «Synu człowieczy, ustanowiłem cię stróżem nad pokoleniami izraelskimi. Gdy usłyszysz słowo z ust moich, upomnisz ich w moim imieniu. 18 Jeśli powiem bezbożnemu: „Z pewnością umrzesz”, a ty go nie upomnisz, aby go odwieść od jego bezbożnej drogi i ocalić mu życie, to bezbożny ów umrze z powodu swego grzechu, natomiast Ja ciebie uczynię odpowiedzialnym za jego krew. 19 Ale jeślibyś upomniał bezbożnego, a on by nie odwrócił się od swej bezbożności i od swej bezbożnej drogi, to chociaż on umrze z powodu swojego grzechu, ty jednak ocalisz samego siebie. 20 Gdyby zaś sprawiedliwy odstąpił od swej prawości i dopuścił się grzechu, i gdybym zesłał na niego jakieś doświadczenie, to on umrze, bo go nie upomniałeś z powodu jego grzechu; sprawiedliwości, którą czynił, nie będzie mu się pamiętać, ciebie jednak uczynię odpowiedzialnym za jego krew. 21 Jeśli jednak upomnisz sprawiedliwego, by sprawiedliwy nie grzeszył, i jeśli nie popełni grzechu, to z pewnością pozostanie przy życiu, ponieważ przyjął upomnienie, ty zaś ocalisz samego siebie».(Ez 3, 16-21)

Grzechy wołające o pomstę do Nieba, grzechy prowadzące do krzywdy najsłabszych, bezbronnych, grzechy, które prowadzą do wynaturzenia, do splugawienia ciała, które jest przecież świątynią Boga obciążają zarówno tych, którzy je popełniają, jak i tych, którzy wiedząc o nich nic nie robią. Zamykają oczy i usta, odwracają głowę lub, co najgorsze, na nie się godzą. Grzechy te obrażają Boga, krzywdzą Go, ranią.

12 Gdy przychodzicie, by stanąć przede Mną,
kto tego żądał od was,
żebyście wydeptywali me dziedzińce?
13 Przestańcie składania czczych ofiar!
Obrzydłe Mi jest wznoszenie dymu;
święta nowiu, szabaty, zwoływanie świętych zebrań…
Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości.
14 Nienawidzę całą duszą
waszych świąt nowiu i obchodów;
stały Mi się ciężarem;
sprzykrzyło Mi się je znosić!
15 Gdy wyciągniecie ręce,
odwrócę od was me oczy.
Choćbyście nawet mnożyli modlitwy,
Ja nie wysłucham.
Ręce wasze pełne są krwi.
16 Obmyjcie się, czyści bądźcie!
Usuńcie zło uczynków waszych
sprzed moich oczu!(Iz 1,12-16)

Tak mówi Bóg ustami swoich proroków, gdy cierpią dzieci, biedni, wdowy, słabi, wykluczeni, bezbronni. Wszystkie nasze modły, pielgrzymki, nowenny, „pasterki” i drogi krzyżowe są wtedy dla Niego wstrętne i obrzydliwe.

Nie! Kościół nie jest od tego, by ścigać przestępców, od tego jest policja. Kościół jest od tego by być święty! Świętość to zobowiązanie, to trud i brzemię. Ci, którzy nie znają Pana są w jakiś sposób usprawiedliwieni. Dla tych, którzy Go poznali usprawiedliwienia nie ma. Kościół z nierządnicy musi ponownie stać się oblubienicą Jezusa. Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu, żadnych reform nie potrzeba.

 

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarze

Śmierdzący Jezus.

Tak, smród jest najgorszy, zaraz po nim krosty i wrzody ale smród jest najgorszy. To ludzi odgania najskuteczniej, pozbawia współczucia i empatii. „Ja rozumiem bezdomny, ja rozumiem nie ma gdzie mieszkać ale żeby choć tak nie śmierdział !” – tak sobie myślą. Odsuwają się jak najdalej się da i układają w głowie listę dobrego katolika, który nic nie może zrobić.

” Przecież nie wezmę go do domu, mam małe dzieci, na pewno by ich czymś zaraził, a zresztą skąd mam wiedzieć czy mnie nie okradnie, albo się przyzwyczai i będzie ciągle do mnie przyłaził, będzie chciał wykorzystać moją naiwność, a przecież być wierzącym nie znaczy dać się wykorzystywać. Zresztą nie jest przecież taki stary, mógłby sobie znaleźć jakąś pracę. Kurde, przecież w tym kraju ściąga się obcokrajowców bo nie ma rąk do pracy, na pewno by coś znalazł gdyby tylko chciał.”

Oni tego nie rozumieją, nie rozumieją, że bezdomność to nie wybór. To nie jest tak, że sam sobie wybrałem takie życie, że to była moja decyzja. Zawaliło mi się samo, świat pieniędzy, rachunków, czynszów, opłat, zobowiązań zalał mnie jak fala oceanu, zaczął topić, dusić, wciągać w głębinę i nie miałem nikogo kto by mi podał rękę, powiedział jak się z tego wykaraskać, jak to wszystko ogarnąć. Jak się unosić na powierzchni. Kiedy fala cię porwie i wyrzuć na brzeg bezdomności to już jest koniec, to już jest po tobie. Z tego świata się nie wraca, z tego świata nie da się uciec. Niby jak mam znaleźć sobie pracę? Kto mnie wpuści do jakiegoś biura? Kto będzie chciał ze mną rozmawiać? Śmierdzę! Mam chorą skórę! Kto zaproponuje kont do spania? Tylko na mnie spojrzą już widzą oczami wyobraźni: pasożyty, choroby zakaźne, robactwo i to odrzuca, odpycha, każe jak najszybciej odwrócić wzrok, bo od samego patrzenia już można się ode mnie zarazić.

Tak, nie rozumieją czym jest bezdomność. Myślą sobie nie ma pracy, nie ma pieniędzy, jest nieprzystosowany, chory psychicznie, uzależniony i co tam jeszcze. Być bezdomnym oznacza wypaść z waszego skomplikowanego świata, wypaść całkowicie, tak do końca. Między światem w którym wy żyjecie, a miejscem w którym znalazłem się ja jest krata, zamknięta na kłódkę i cała rzecz w tym, że to wy macie klucze, tylko z waszej strony da się ją otworzyć. Z mojej się nie da, ja tego nie mogę i nie potrafię zrobić. Gdybym umiał, wiedział jak, miał pomysł przecież by mnie tu nie było!

Wiele razy widziałem śmierdzącego Jezusa, wiele razy odsuwałem się jak najdalej się da od Niego. Czasami myślę sobie, że przecież mam w kieszeni klucz, mógłbym choć spróbować coś zrobić, ale zamiast klucza wyciągam pieniążek i wrzucam przez kratę. Uciszam sumienie, które krzyczy!

 

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarze

Getto w głowie.

Znaleźliśmy się w sytuacji w której straszne skandale rozrywają ciało Kościoła. Wielu z nas, w autentycznym zatroskaniu o losy wspólnoty Rzymskokatolickiego Kościoła zastanawia się co robić dalej. Jak ten kryzys przełamać? Jak sprawić aby już nigdy nie dochodziło do takich strasznych rzeczy, o których niemal codziennie rozpisują się media na całym świecie?

Wiele osób, pełnych dobrej woli i jakże słusznych intencji, nie potrafi zrobić jednej rzeczy. Nabrać dystansu, wyjść poza krąg myślenia: my – oni. Kościół reszta świata. Innymi słowy mówiąc, nie potrafi przekroczyć mentalnie katolickiego getta. Dobrym przykładem tego myślenia jest tytuł artykułu, który przed kilkoma dniami ukazał się na naszym ukochanym portalu DEON.PL :

Co powinieneś zrobić, gdy dowiesz się o przypadku wykorzystania seksualnego przez księdza?

Jest on tyleż samo pełen troski o dobro Kościoła, co absurdu. Kochany bracie i siostro, a cobyście zrobili gdyby ktoś was okradł? Pójdziecie do proboszcza czy na policję? Gdyby ktoś zdemolował wasze z takim trudem urządzane mieszkanie? Zgłosicie to policji czy biskupowi?

Pasterze owczarni są po to by prowadzić swoje owce tak by te przestępstw nie popełniały. Jednakże kiedy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że doszło do przestępstwa rola pasterzy się w tym momencie kończy. Sprawami przestępstw w zdrowym, pozbawionym mafijnych układów społeczeństwie zajmują się profesjonalne, specjalnie do tego powołane i utrzymywane z podatków obywateli służby. Ani ksiądz proboszcz, ani biskup, ani nawet papież nie są powołani do tego by pełnić rolę policjanta, prokuratora i sędziego jednocześnie.

W ostatnich dniach padło wiele słów na temat klerykalizmy w Kościele, jednocześnie w Polsce – nie wiem jak to jest na świecie bo światowcem nie jestem – wielu ludzi Kościoła oczekuje od biskupów ordynariuszy, że ci będą alfą i omegą, że mają się znać na wszystkim. Biskup nie tylko musi być ekspertem w kwestiach wiary, musi się znać na polityce, prawie,  na gospodarce, zarządzaniu finansami,biologii, seksie, edukacji i jeszcze w pełni kontrolować praworządność obywateli mieszkających w obrębie jego diecezji. Nie dziwmy się, że wielu z nich tak wielkiej presji nie potrafi udźwignąć. Nie dziwmy się, że niektórzy z nich w końcu, sami zaczną wierzyć, że są ekspertami od spraw wszelakich.

Podobnie, tylko na o wiele większą skalę, rzecz się ma z biskupem Rzymu czyli papieżem. Wiele osób zadaje sobie pytanie: czy ten papież odmieni oblicze Kościoła? Otóż nie da się odmienić serc miliarda ludzi pojedynczej osobie, i nie ma tu znaczenia jak wielką charyzmą jest obdarzona ta postać. Nie, papież w pojedynkę niczego nie załatwi. Jeśli autentycznie jesteśmy zatroskani dobrem Kościoła Rzymskokatolickiego musimy w proces odnowy włączyć się osobiście. Musimy zacząć wyznawać Boga żywego, obecnego w śród nas i raz na zawsze pozbyć się myślenia magicznego, zacząć wreszcie korzystać z rozumu. Gdy boli nas ząb idźmy do dentysty, gdy mamy problemy psychiczne, udajmy się do psychologa. Jeśli mamy uzasadnione podejrzenie, że mogło dojść do przestępstwa zgłośmy to na policję lub na prokuraturę. To jest nasz święty obowiązek. Pozwólmy wreszcie Kościołowi pełnić rolę do której powołał go Jezus.

Kościół instytucjonalny to nie firma usługowa, a wierni to nie konsumenci. Musimy pomóc hierarchom zdjąć z ich ramion ciężary których wcale nosić nie muszą, a nawet w wielu przypadkach, nosić nie powinni.

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Kryzys Kościoła kryzysem wiary.

Kościół w swoim historycznym, ludzkim trwaniu to pasmo nieustannych kryzysów. Upadków i powstań ludzi podłych i nikczemnych, i świętych. Postaw haniebnych i wielkich, jego kondycja odpowiada kondycji człowieka. Jesteśmy zdolni do rzeczy małych i ogromnych, dotyczy to wszystkich bez wyjątku.

Jednakże kryzys, z którym musimy zmierzyć się dzisiaj jest wyjątkowo obrzydliwy, wyjątkowo straszny i odrażający. Ludzie Kościoła krzywdzili swoje własne dzieci, na co wielu w imię chorego pojmowania wartości nie umiało lub, co gorsze, nie chciało się temu sprzeciwić.

Jak do tego mogło dojść? Jak to się stało? Te pytania nurtują chyba wszystkich, wielu mądrych ludzi szuka odpowiedzi w meandrach ludzkiej psychiki, w niuansach, w kuluarach. Tymczasem odpowiedź jest prostsza niż może się wydawać i nie dotyczy niuansów, ale samego centrum, jądra naszej wiary.

Wielu w oficjalnym nauczaniu Kościoła zaczęło głosić Jezusa alegorii, Jezusa przenośni, Jezusa idei. Ogłoszono, że jedynym powodem przyjścia na świat Jezusa była śmierć krzyżowa, że urodził się On w ciele po to, by Go zabito. Skoro w absolutnym centrum wiary stanął krzyż, logicznym wydało się, że wszystko, co Jego dotyczy do tego krzyża ma prowadzić, wszystko, czego nauczał i co robił było tego krzyża zapowiedzią. Wszystko, co stało się między chrztem w Jordanie a ukrzyżowaniem, to jedynie preludium do Golgoty. Wszystkie wypowiedzi Jezusa miały nas do tego wydarzenia przygotować, skoro więc Jego nauka to po prostu zapowiedź Golgoty, dlatego więc nie można tego co mówił odbierać dosłownie, wprost. Przeciwnie, odczytywanie Ewangelii w sposób dosłowny to przejaw prostactwa, braku wykształcenia i domena maluczkich. Ewangelia to piękna alegoria, to teologia, to przenośnia. Podobnie Królestwo Niebieskie to idea, abstrakcja, Niebo. Coś nieosiągalnego w życiu doczesnym, dopiero po Sądzie Ostatecznym.

Sąd Ostateczny, choć przedstawiany przez wielu artystów w sposób niezwykle obrazowy i sugestywny, to również abstrakcja. Przecież większość z nas nie jest w stanie wyobrazić sobie własnej śmierci, a co dopiero tego, co po tej śmierci nas czeka. Zresztą czy da się normalnie żyć i funkcjonować mając ciągle przed oczami własną śmierć i Sąd? Anioły z ognistymi mieczami i kotły gotującej się smoły? Czy można bez przerwy przebywać w świecie czystych idei i nie zwariować? Nie, do abstrakcyjnego świata można tylko zaglądać od czasu do czasu. Na Mszy świętej, w modlitwie, czytając o uniesieniach mistyków, możemy poczuć na chwilę bliskość absolutu, a normalnie w życiu? Życie to życie. „Życie to nie bajka”. Życie jest trudne i ciężkie, i trzeba jakoś sobie radzić, jakoś to sobie poukładać. Jakoś umościć się w tej poczekalni. Znaleźć w miarę wygodną pozycję w tej kolejce do Nieba. Boga abstrakcji możemy poczuć tylko w ulotnych chwilach uniesienia. Bóg abstrakcji to Bóg, który bywa, a nie Bóg który  – Jest!

Czy Kościół potrzebuje reform? Dzięki reformom możemy osiągnąć bardziej demokratyczną, transparentną, nowocześnie zarządzaną korporację. Kościół potrzebuje tak naprawdę Jezusa, który żyje, który jest obok, który patrzy nam w oczy, z którym możemy nawiązać relację, który cierpi, gdy my cierpimy, ale który się cieszy, gdy my się cieszymy. Jeśli autentycznie chcemy sprawić, by bagno przestało zalewać Kościół – pozwólmy zejść Jezusowi z krzyża i usiąść koło nas. Czy odważysz się skrzywdzić dziecko, gdy Jezus będzie koło ciebie?

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj