Wolność. Po co wam wolność ?

Kiedy z wielkim hukiem walił się w Europie komunizm wszyscy wierzyliśmy, że od teraz wreszcie będziemy wolni. Owszem, trudności ekonomiczne będą duże, pogoń za bogatym zachodem ciężka i mozolna, ale przynajmniej wolności nam i naszym dzieciom nikt nie odbierze.

Stało się dokładnie odwrotnie. Wzbogaciliśmy się o wiele szybciej i bardziej niż się spodziewaliśmy, a nasze dzieci i my sami fundujemy sobie  zniewolenia, o jakich w PRL-u nikomu się nawet nie śniło. Dawno temu Kazik Staszewski napisał słowa do piosenki „Przemówienie z dnia siódmego roku bieżącego”. Choć odnosiła się do czasów komunizmu, to jej przesłanie pozostaje aktualne po dziś dzień. Można je tylko lekko sparafrazować. Kazik śpiewał: „Wolność.Po co wam wolność? Macie przecież telewizję” my możemy dodać:”Wolność.Po co wam wolność? Macie przecież społecznościowe portale!”

Dyktatura piękna.

W internecie ogromna ilość młodych kobiet zamieszcza swoje rozebrane zdjęcia, by uzyskać popularność wyrażaną w ilości polubień i odsłon umieszczonego materiały. Nam ludziom starej daty może się wydawać, że ot, dziewczyna pod wpływem impulsu postanowiła sobie „cyknąć” spontaniczną fotkę, będąc akurat w łazience, czy przed lustrem w przedpokoju. Nic bardziej mylnego, te zdjęcia to efekt karkołomnych zabiegów, począwszy od specjalistycznego makijażu, a na różnego rodzaju filtrach czy aplikacjach do obróbki cyfrowej fotografii skończywszy. Jeśli przyjrzymy się odrobinę uważniej tym zdjęciom musimy stwierdzić, że żadna kobieta tak nie wygląda w rzeczywistości, to nie jest obraz kobiety w domowych pieleszach, tylko sztuczny ideał cyfrowo wykreowanego piękna!

Nam facetom zapewne wydaje się, że te wszystkie trudy i wysiłki są specjalnie dla nas, że one robią to wszystko, by się nam podobać. Otóż musimy pamiętać, że to świat wirtualnej rzeczywistości, a dowodem uznania są tutaj polubienia i nie ma tu znaczenia, czy klikającym w zdjęcie jest osoba o płci męskiej, czy żeńskiej, przeciwnie zamykanie się w jakiś niszach jest błędem. Nie chodzi o to, by się podobać facetom, tylko żeby się podobać wszystkim! Czy to znaczy, że  te fotki powinny być aseksualne? Nie, one są seksualne, tyle że ta seksualność jest niejednoznaczna. Dziewczyny chcą się podobać facetom i sobie nawzajem. Ludzie ze starszego pokolenia przeczesują w panice podręczniki szkolne, by sprawdzić czy do polskich szkół nie przenika ideologia gender, a tymczasem wlewa się ona do nas ogromną rzeką przez internet.

Może się wydawać, że społecznościowe portale i coraz częściej pojawiające się na wybiegach modelki plus size, robią dużo dobrego w przełamywaniu dyktatury szczupłości i jednego kanonu kobiecego piękna. W rzeczywistości nowa moda walcząc z dyktaturą „kija od szczotki” promuje inną dyktaturę: „klepsydry”. Kobieta może być okrągła i puszysta, ale tylko w pewnych konkretnych miejscach. Idealnie chude, czy idealnie grube zawsze chodzi o to samo: idealne, sztuczne piękno. Jeśli masz mały biust, duży brzuch i nie masz odpowiednio wykrojonej tali, na modelkę plus size się nie nadajesz, nie nadajesz się do niczego. Zainwestuj w kosmetyki, kremy, siłownie, a najlepiej zrób sobie operację plastyczną. Sami sobie fundujemy problemy psychiczne. Brak akceptacji własnego ciała  prowadzi prostą drogą do niskiej samooceny, kompleksów, depresji, stanów lękowych i tak dalej, i tak dalej.Często staje się pożywką dla agresji i nienawiści. Sztuczne piękno nie jest bynajmniej problemem wyłącznie kobiet, ta obsesja dotyczy również wielu mężczyzn.

Prywatność i spontaniczność.

Gdy oglądamy materiały zamieszczane na portalach społecznościowych przez naszych „znajomych” może nam się wydawać, że są to wyłącznie prywatne, spontaniczne inicjatywy i nikt tym nie steruje. Tymczasem w sieci panoszą się specjalistyczne firmy zajmujące się promocją produktów, które posiadają ogromne bazy mailowych adresów. Za ich pomocą nakłaniają ludzi, często zwyczajnie im za to płacąc, by ci na swoich prywatnych tablicach zamieszczali posty informujące o produkcie, który w danym momencie promują. My nie spodziewający się żadnego podstępu, kierowani ciekawością i dobrą wolą, wierząc, że „znajomi” wykazują własną inicjatywę, klikamy w ten materiał, stając się tym samym częścią kampanii promocyjnej nawet o tym nie wiedząc. Należy tu dodać, że produkt nie musi być rzeczą czy usługą, może nim być wszystko, z akcjami społecznymi, czy polityką włącznie.

Prawda.

W czasach przed internetem ludzie szafowali kłamstwem raczej ostrożnie nie dlatego, że  tak bardzo miłowali prawdę, tylko ze strachu przed zdemaskowaniem, które na ogół wiązało się z karą. Oczywiście nie chodzi tu o karę wiezienia tylko społeczne potępienie. W sieci ten mechanizm zupełnie nie działa. W ocenie anonimowości jakim jest internet bardzo trudno jest znaleźć człowieka odpowiedzialnego za konkretne kłamstwo, a nawet jeśli to się uda, kłamstwo raz wpuszczone do sieci ewoluuje tak szybko, że wytropienie wszystkich, którzy je rozpowszechniają jest niewykonalne. Poza tym nawet kiedy odszukamy kłamcę i ponad wszelką wątpliwość udowodnimy mu, że to co zamieścił w sieci prawdą nie jest, nie wiąże się to z automatycznym potępieniem. Przeciwnie, możemy być pewni, że kiedy zaczniemy domagać się ukarania kłamiącego delikwenta, zaleje nas fala nienawiści różnej maści „obrońców internetowej wolności”. Nikt chyba lepiej tego nie wie od artystów walczących o należne im prawo do swojej własnej twórczości.

Gdy zapoznamy się z wynikami badań opinii publicznej jakie wartości Polacy cenią sobie najbardziej, na pierwszych miejscach zawsze pojawiają się: wolność, prawo do własności prywatnej, intymności, prawda. Tymczasem za pomocą portali społecznościowych robimy wszystko, by te pojęcia zdemolować, by przestały znaczyć to co znaczą.

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Stary, bełkoczący, zaśliniony Papież

Rok temu bardzo wielu znajomych pytało mnie, czy wybieram się na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa? Odpowiadałem zawsze tak samo: „nie wybieram się, bo nie jestem już młody”. Za każdym razem spotykało się to z całkowitym niezrozumieniem. Choć gdybym powiedział, że nie wybieram się na światowe dni hutników, czy światowe dni leśników, uznano by to za oczywistość. Nie jestem ani hutnikiem, ani leśnikiem. Dlaczego więc tak trudno przyjąć do wiadomości, że ktoś już jakiś czas temu przestał być młody? Dlaczego uwielbiamy frazesy: ” młody duchem”, „każdy ma tyle lat na ile się czuję”, „druga młodość” itp.?

Czy kult młodości to de facto strach przed starością? Gdyby tak było, nie byłoby źle, bać się to rzecz ludzka. Nikomu nie marzy się bycie schorowanym, zniedołężniałym starcem. Gorzej kiedy dyktatura młodości pragnie starość unieważnić, udawać, że jej nie ma. Gdy traktuje ją jako stan patologiczny, aberrację. Mówi się często, że starzy ludzie są jak dzieci. Nic bardziej mylnego, „młode” społeczeństwo poświęca wiele uwagi swoim pociechom, dba o nie, pielęgnuje, epatuje zdjęciami na Facebooku. Starość pragniemy wyrzucić sprzed naszych oczu. Najlepiej niech sobie idzie do umieralni i tam z różańcem w ręku modli się o lekką śmierć.

Starzeję się, ale święcie wierzę, że kiedy będę starcem będę tym samym człowiekiem co teraz, tyle że starym. Będę czytał książki, oglądał filmy, zachwycał się pięknymi kobietami na ulicach Poznania. Będę kochał się ze swoją starą żoną.

Jeśli mój wiecznie młody czytelniku żenuje cię myśl o seksie ze starą kobietą, jeśli myślisz, że jest to cokolwiek obrzydliwe, pomyśl sobie od razu: mamy siebie nawzajem  traktować jak aplikacje w telefonie? Szwankuje i zaczyna się zawieszać, więc trzeba ją usunąć i zainstalować nową, albo wymienić cały aparat na nowocześniejszy? Moja piękna żona zaczyna się starzeć, powinienem powoli zacząć się rozglądać za nowszym modelem? Kiedy moja ukochana spogląda na moje siwe włosy powinna się zacząć zastanawiać, czy by go troszkę nie zaktualizować? Lubię myśleć o sobie nieskromnie, że takich modeli jak ja dziś już się nie produkuje. Gdy brak aktualizacji należy wyrzucić stary i kupić nowy aparat? Może lepiej zwyczajnie przyjąć do wiadomości, że stajemy się starzy i to jest fakt.

Nie chodzi przecież o to, by starością się upajać, twierdzić jak jest wzniosła i piękna. Chodzi tylko o to, by nie traktować jej jako wynaturzenie. Starość to normalny etap naszego życia, to coś  zupełnie normalnego. Czy to się nam podoba czy nie ona po prostu – JEST!

Pontyfikat Jana Pawła II nie wszędzie był tak pozytywnie oceniany jak w Polsce, wielu go krytykowało w Europie Zachodniej, wielu w Ameryce Łacińskiej, po dziś dzień uważa, że jego walka z teologią wyzwolenia była wylewaniem dziecka z kąpielą i jakby się do tego nie ustosunkowywać jedno jest faktem bezspornym, nikt tak wiele nie uczynił dla starości jak on.

Ten stary, bełkoczący, trzęsący się, zaśliniony Papież to krzyk do świata opętanego komercyjnym kultem młodości. To wołanie: ecce homo! Jestem człowiekiem, żyję, mam ambicje, plany, nadzieje, potrzeby. To, że jestem chorym starcem nie oznacza, że mnie nie ma. Jestem, jeszcze żyję!

Jeśli kogoś żenują słowa: „stary,bełkoczący, zaśliniony Papież”, jeśli sądzi, że o tym etapie pontyfikatu Jana Pawła II nie powinno się pamiętać, że należy eksponować jak bardzo kochał i rozumiał młodych, jak lubił kremówki i góry, a tą straszną i trudną starość należy ukryć, a najlepiej o niej zapomnieć, możliwe, że tego krzyku nie usłyszał, że tego przesłania nie zrozumiał.

W Polsce obecnie bardzo kochamy się w tradycji, pamięci, dumie narodowej. Tabuny młodych biegają w koszulkach z „żołnierzami wyklętymi”. Epatujemy wizerunkami młodych powstańców – niepomni, że wysyłanie własnych dzieci na wojnę to szczyt barbarzyństwa. Nie chcemy jednak pamiętać o tym, że tradycja, pamięć, duma narodowa jest w nich – starcach. Oni są naszymi korzeniami. Wszystko co dziś mamy, mamy dzięki nim!

Jeśli na tego starego, chorego Papieża będziemy dziś patrzeć nie z zażenowaniem, lecz z wielkim szacunkiem, może kiedy my będziemy już starcami, nasze dzieci patrząc na tą kupę nieszczęścia, którą się staliśmy pomyślą: to są moje korzenie, to moja tradycja, wszystko co mam, mam dzięki tobie – nie oddam cię do umieralni.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Sztuka a chrześcijanin czyli społeczne korzyści płynące z nagości

Jeśli jakiś artysta chce nazywać to co tworzy sztuką chrześcijańską ma do tego niezaprzeczalne prawo, a ja nie mam żadnych powodów by mu tego zabraniać. Jednakże sam nie będąc artystą, na sztukę, siłą rzeczy mogę patrzeć nie jako twórca ale wyłącznie odbiorca i z tej perspektywy mam prawo się zastanawiać czy w ogóle takie pojęcie jak sztuka chrześcijańska istnieje.

Marcel Duchamp wynosząc do rangi dzieła sztuki pisuar w sposób radykalny zanegował wszelkie ograniczenia wobec tego co można a czego nie można nazywać sztuką, otwierając tym samym drogę dla niczym nieskrępowanej wolności artysty i jego działań. Czy dobrze się stało czy nie to temat na zupełnie inną dyskusję, tutaj wystarczy powiedzieć, że co najmniej od początku dwudziestego wieku, w sztuce przestały obowiązywać jakiekolwiek kwestie formalne, sztuka została „uwolniona” od wszelkich definicji.

Skoro już nie można powiedzieć co to jest sztuka jako taka, sama w sobie, wydaje się niemożliwe nadawać jej przymiotniki. Upierając się przy określeniu sztuka chrześcijańska brniemy w ślepą uliczkę, bo jeśli istnieje coś takiego jak „sztuka chrześcijańska”, przez analogię musimy założyć, że istnieje również „sztuka nie-chrześcijańska” a to już jest taki galimatias pojęciowy z którego trudno byłoby się wygrzebać. Dlatego właśnie, wydaje się, że lepiej jest dla nas samych, kiedy porzucimy wszelkie próby definicji – z góry skazane na porażkę – i zawierzymy własnej intuicji. Sami będziemy decydować co nas porusza, a co do nas nie przemawia.

Dzisiaj chciałbym się zatrzymać na chwilę przy temacie obecnym w działaniach artystycznych od zawsze, przy nagości. Sprawa wydaje mi się niezwykle aktualny właśnie w letnich miesiącach w których słońce i wysokie temperatury sprawiają, że nasze miasta wypełniają mniej lub bardziej rozebrane kobiety.

Czy mnie jako chrześcijanina powinno to bulwersować? Myślę, że o wiele bardziej bulwersujące są te społeczności, w których to mężczyźni traktują kobiety jak przedmioty. W których uzurpują sobie prawo do decydowanie jak i w co należy ten przedmiot – kobietę – zapakować i kiedy i gdzie można go rozpakować i kto ma , a kto nie ma do tego prawo. Myślę, że dla mnie jako chrześcijanina, wolność decydowania to podstawa egzystencji. Sam Bóg obdarzył nas wolną wolą i nikt nie ma prawa nam tego odbierać. Kobiety mają pełne prawo decydować same o sobie, z prawem do rozbierania się włącznie!

Pozwolę sobie tutaj, z czystej życzliwości, na dwie uwagi. Po pierwsze, to jak bardzo kobieta ma ochotę się rozebrać wychodząc na miasto powinno zależeć nie tyle od moralności, bo jak wiadomo i z tym pojęciem podobnie jak ze sztuką mamy duże kłopoty, co zwyczajnie od zdrowego rozsądku. Wiąże się to w prosty sposób z drugą uwagą, którą pragnę poruszyć. Otóż prawo do wolności osobistej nie może być traktowane w ten sposób, że odmawia się tego prawa innym. Kiedy kobieta wychodzi z domowych pieleszy w przestrzeń publiczną ze swoją nagością musi się liczyć z tym, że ta jej nagość będzie oglądana. Ja, wolny obywatel, poruszający się w przestrzeni publicznej, mam pełne prawo przyglądać się wszystkiemu i nikt nie może mi tu stawiać ograniczeń. Dla przykładu, kiedy jadę tramwajem, a obok mnie znajduje się rozebrana kobieta, nikt nie może wymagać ode mnie, że niczym autystyczne dziecko, będę się wpatrywał w naklejkę na szybie, żeby sobie broń Boże, owa kobieta nie pomyślała, że jej się przyglądam. Owszem przyglądam się bo mam do tego pełne prawo i robię to z wielkim ukontentowaniem bo ciało kobiety jest piękne.

Należy tu jasno i stanowczo sobie powiedzieć: pogląd, który głosi, że człowiek to dychotomiczny podział na wzniosłą duszę i marną, plugawą powłokę cielesną nie jest chrześcijański.  Wywodzi się z wielkiego ruchu filozoficznego i religijnego gnostycyzmu i jest z nauką Kościoła Katolickiego zdecydowanie sprzeczny. My chrześcijanie głosimy, że dusza i ciało człowieka są tak samo ważne. Zgodnie z  wyznaniem wiary: wierzymy w ciał zmartwychwstanie i w to, że jest ono świątynią samego Boga. Jest dobre i piękne, jak dobre i piękne jest wszelkie Stworzenie. W nagości nie ma nic grzesznego i złego, Adam i Ewa w Raju byli nadzy.

W tym momencie dochodzimy do meritum sprawy, roli sztuki w kreowaniu odpowiedniego wizerunku ludzkiego ciała. W życiu codziennym, zanurzeni jesteśmy po czubki głów w komercji, ze wszystkich stron atakuje nas reklama, ze swoimi odrealnionymi wizerunkami kobiecego ciała, pragną ze wszystkich sił, utwierdzać i pielęgnować nasze kompleksy. Nie jest to zabieg jakiegoś super sadysty tylko zwykły zabieg marketingowy. Mało rzeczy na tym świecie tak skutecznie skłania nas do kupowania jak nasza niska samoocena.

Rolą sztuki powinno być ukazywanie ludzkiego ciała w prawdzie. Przecież nasza skóra nie jest idealnie jednobarwna, ma przebarwienia, znamiona, czasem blizny lub krostki, nie ma idealnych proporcji, a kilogramy i centymetry nie są kategoriami piękna, należą do przedmiotów ścisłych.

Prawdziwa kobieta nie ma idealnie proporcjonalnych piersi, nie musi mieć doskonale płaskiego brzucha czy szczupłych ud. Określenia grube, chude, krótkie, długie nie mają charakteru wartościującego, znaczeniowo są neutralne i przede wszystkim piękno nie ma wieku. Ja na przykład będąc mężczyzną po czterdziestce uwielbiam przyglądać się na mieście w te letnie dni pięknie rozebranym rówieśniczkom.

Świat komercji to dyktatura młodości do tego stopnia, że często ludzie w średnim czy starszym wieku zaczynają mieć poczucie nierealności, są do tego stopnia niezauważani, że idąc ulicą przeglądają się w witrynach sklepowych na potwierdzenie, że jeszcze istnieją.

Nikt i nic nie może lepiej tego zmienić jak właśnie sztuka. Artyści którzy potrafią pokazać, że piękno, zmysłowość, erotyka, a nawet seks nie jest domeną wyłącznie młodych i idealnie wysportowanych. Potrzebujemy tego wszyscy.

W szkolnej klasie często bywa tak, że są dziewczyny które podobają się wszystkim i te które nie podobają się nikomu. Dlaczego tak się dzieje? Otóż młodzi mężczyźni niepewni własnych sądów,  szukają potwierdzenia w oczach innych kolegów i w świecie komercji. Chociaż po nocach śni o koleżance o pełnych, grubych udach i cudownie pucułowatej, uśmiechniętej buzi, nie podejdzie do niej i nie zaprosi jej do kina bo przecież ona nie może się podobać, on nie może mieć takiego gustu. Nie rozumie, że to nie z nim jest coś nie tak, to świat który go otacza zbudowany jest na kłamstwie i stereotypach, to potwór komercji który uwielbia karmić się naszymi kompleksami i zamykać nam drogę do szczęścia bo przecież szczęścia się nie zdobywa, szczęście trzeba sobie kupić!

Ukazywanie piękna ludzkiego ciała w prawdzie, takim jakie ono jest to nie tylko kwestia estetyki to również arcyważna kwestia społeczna i mniej mamy kompleksów tym większa szansa na zbudowanie zdrowego społeczeństwa. Dlatego właśnie chwała sztuce i słońcu, chwała wszystkim kobietom, młodym, starszym, chudym, grubym, niskim, wysokim, wszystkie jesteście piękne! Rozbierajcie się na zdrowie!

Zdjęcie w nagłówku pochodzi ze strony internetowej: erinwhitephotography.com

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Świętej pamięci Charlie Gard – po co się urodziłeś?

Głośna sprawa Charliego Garda, która tak mocno poruszyła międzynarodową społeczność, zmusza nas, ludzi wierzących, by po raz koleiny stanąć w obliczu bardzo trudnych pytań. Kiedy podejmowaliśmy decyzję wiary, przynajmniej raz w życiu musieliśmy się z nimi zmierzyć i wydawało nam się, że te dylematy mamy już za sobą, że jakoś się z nimi, lepiej lub gorzej, uporaliśmy. Jednak tragedia tego malutkiego kłębuszka nieszczęścia i jego rodziców burzą pozorny spokój.  Znowu w głowie huczy od pytań. Dlaczego takie dziecko się urodziło? Po co przyszedł na świat, skoro po jedenastu miesiącach musiał umrzeć? Jeśli podążymy drogą prostej logiki, wolnej od teologicznych zawiłości, musimy dojść do niewiary.

Przyjmując proste założenie, że zło na tym świecie jest wynikiem grzechu pierworodnego, musimy dojść do wniosku, że ten Bóg, w którego wierzymy jest mściwym okrutnikiem. Po tylu wiekach, tylu pokoleniach, tylu miliardach cierpień ludzkich jeszcze mu mało? Jeszcze nie wystarczy? Tyle nieszczęść z powodu głupiego jabłka? Gdy na mnie, żyjącego w zgniliźnie grzechy faceta po czterdziestce spadnie jakieś nieszczęście, to jeszcze można to jakoś zrozumieć, wytłumaczyć, ale zemsta na niewinnym niemowlęciu? Bóg, który rzekomo jest miłością?

Można spróbować podejść to tego trochę inaczej. Charlie jednak po coś się urodził. Jego przyjście na świat miało jakiś sens. Bóg wymyślił dla niego jakieś specjalne zadanie. Może to koleina próba Boga, abyśmy my, żyjący w grzechu się wreszcie nawrócili? Ale kto stosuje tak okrutną pedagogikę? Kto chce nawracać za pomocą obarczonego strasznymi wadami dzieciątka? Na tak nieludzki sposób może wpaść jedynie zaburzony psychopata, sadysta.

Jedyną odpowiedzią ludzi wiary w tej sytuacji jest: po prostu Bóg tak chciał. Jest ona jak najbardziej poprawna logicznie, jednakże zupełnie niewystarczająca. Jeśli na tym stwierdzeniu zakończymy naszą refleksję, musimy popaść w znieczulicę, albo w fatalizm. Nie może przecież być tak, że nasza wiara poprowadzi nas do dehumanizacji, pozbawi nas prostych odruchów najzwyklejszego współczucia. Mamy powiedzieć rodzicom tego dziecka: Bóg tak chciał? Nie mamy wraz z nimi płakać, lamentować i krzyczeć do Boga w gniewie: skoroś go tak zdeformował lepiej by było dla niego gdyby się nie urodził?

Jeśli popadniemy w fatalizm, uznamy że jesteśmy tylko igraszką w rękach Boga i nic od nas nie zależy, a wszystko to marność i pogoń za wiatrem, to po co nam taka wiara i taki Bóg? Skoro już i tak wszystko postanowione, klamka dawno zapadła, o co mam się modlić? O co prosić?

Lepiej już przyjąć, że żadnego Boga nie ma, że człowiek to tylko myśląca maszyna zarządzana inżynierią praw przyrody.

Kiedy już staniemy pod ścianą, kiedy wydaje się, że z punktu widzenia czystej logiki musimy uznać, że Boga nie ma, odzywa się On sam: dałem ci przecież Swojego syna Jezusa!

To właśnie jest jedyna poprawna odpowiedź chrześcijanina: Jezus Chrystus. On jest drogą, prawdą i zbawieniem. Dotrzeć do Boga Ojca możemy jedynie i wyłącznie przez Syna. To jest odpowiedź Boga: nie kombinuj, nie wymyślaj, bo i tak nic nie wymyślisz. Umiesz policzyć gwiazdy na niebie, albo piasek morski? Nie, to idź za Nim, On cię do mnie przyprowadzi. Jezus jest samą miłością, nie ma w nim żadnego wyrachowania, żadnej spekulacji. Jezus to niezgoda na ten świat, to miecz i ogień. Chrześcijanin to ktoś kto się ciągle nawraca, a nawracać się to znaczy się zmieniać, nie racjonalizować Jeśli staramy się racjonalizować zło, wymyślać powody dlaczego istnieje, usprawiedliwiamy Złego, a przecież być chrześcijaninem nie znaczy być adwokatem Szatana, to znaczy wyrzec się go, mieć w nienawiści.

Iść za Jezusem znaczy kochać. Znaczy płakać i lamentować wraz z rodzicami Charliego i mieć nadzieję, że biedne udręczone dzieciątko cieszy się szczęściem życia wiecznego. Iść za Jezusem to modlić się tak, jak nas nauczył:

i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego. (Mt 6,13) Amen.

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Ruch obywatelski czy bunt zmanipulowanych?

Przyglądając się temu co dzieje się w Polsce w ostatnich dniach, nieodparcie nasuwa mi się skojarzenie z dialogiem zaczerpniętym z kultowej komedii „Miś”:

  • Powiedz mi, po co jest ten miś?
  • Właśnie, po co?
  •  Otóż to, nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta.

Śmiem twierdzić, że rzetelna wiedza na temat faktycznych kompetencji czy konstytucyjnej roli jaką spełniają w systemie państwowym takie instytucje jak Trybunał Konstytucyjny czy Sąd Najwyższy w polskim społeczeństwie jest niewielka. Z tymi  trudnymi i skomplikowanymi zagadnieniami formalnymi i prawnymi radzi sobie nie tak znowu liczne grono fachowców, specjalistów, natomiast przeciętny obywatel raczej w tych zawiłych niuansach się gubi. Co więcej, pewne jest, że ci którzy pałają świętym oburzeniem wobec  zamachu na owe instytucje, o to nie zapyta. Wynika to z oczywistego faktu: skoro wychodzę na ulicę, by protestować w obronie jakiejś instytucji, nie mogę się przyznać, że de facto nic o niej nie wiem. Zdyskredytowałbym się sam we własnych oczach.

Właśnie dlatego jest to idealny materiał dla manipulatorów. Tam gdzie nie ma rzetelnej wiedzy nie można toczyć sporu opartego o merytoryczne argumenty i śmiało można przenieść go na płaszczyznę emocji. Do tego świetnie się nadają kolejne słowa – hasła. Nośne w swoim brzmieniu, niosące w sobie ogromny ładunek emocjonalny i mało konkretów.

Wolność i demokracja to pojęcia niezwykle rozległe, wieloznaczne, bez odpowiedniego dookreślenia faktycznie znaczą bardzo niewiele. Weźmy choćby wolność obywatelską: dla jednego będzie ona oznaczać wolność wyznania, w którym to prawie zawiera się zasada nie określania się, czyli uzna on, że religia w szkole, gdzie uczeń lub jego rodzice muszą określić swoje stanowisko wobec religii katolickiej to ewidentne przekroczenie zasady świeckości państwa i zamach na obywatelską wolność.

Inny powie, że świętym prawem obywatela jest nieograniczony dostęp do broni palnej. Kolejny będzie oczekiwał od państwa stosowania kary śmierci wobec najgroźniejszych przestępców. I tak dalej, i tak dalej. Dokładnie tak samo jest z rozumieniem pojęcia demokracja. Inaczej będą go używać republikanie, inaczej zwolennicy państwa socjalnego, opiekuńczego.

Bez merytorycznej dyskusji słowa stają się hasłami, obrazkami z Facebooka opatrzonymi nośnymi tytułami i błahą treścią, bo przecież to co jest małym drukiem jest nieistotne,  bo i tak nikomu nie chce się tego czytać.

Postawa obywatelska to struktury poziome, lokalne, przede wszystkim troska o to co dzieje się na „moim podwórku”, o to co znam i rozumiem i na co mogę mieć faktyczny wpływ. Być obywatelem nie oznacza „być maszyną do głosowania”. Na to, że nie jest to typowe myślenie w naszym społeczeństwie, podam przykład prosto z życia wzięty.

Pracuję w firmie w której łamanie prawa pracy i przepisów BHP nie jest wynikiem zaniedbań czy zwykłego niechlujstwa, ale jest założeniem systemowym – jednym ze sposobów cięcia kosztów. Któregoś dnia długoletni pracownik tej firmy mówi z wielkim oburzeniem:

  • Ty wiesz, oni chcą ograniczyć nasze prawo do strajku?
  • Pracujesz tu tyle lat, codziennie nasze prawa są łamane – odpowiadam mu – ile razy strajkowałeś?
  • No wiesz, nigdy ale ja mówię tak ogólnie – odpowiedział mi ów człowiek, nie rozumiejąc o co mi chodzi.

Bolączki chorego państwa, które dotyczą nas na co dzień, znosimy ze stoickim spokojem zakładając, że tak już jest i nikt tego nie zmieni. Natomiast bardzo ekscytujemy się „wojną na górze”, w której jesteśmy ważni wyłącznie jako masa, jako tłum. Dostarczyciele facebookowych kliknięć „lubię to”. I gdyby chodziło o dobrą zabawę rodem z portali społecznościowych czy uliczny festyn nie warto by było wszczynać larum, zawracać sobie głowy. Niestety, w tej wojnie o stołki chodzi o coś zdecydowanie większego, obie strony konfliktu pragną, dla własnych potrzeb, wykorzystywać emocje jak najsilniejsze, robią wszystko byśmy się nienawidzili. Tym samym budzą bardzo niebezpieczne demony.

Po pierwsze, z  merytorycznego sporu politycznego o konkretach dyskusję przenosi się na płaszczyznę personalnych zarzutów. Normalni, kulturalni ludzie, którzy na co dzień starają się nie obrażać bliźnich, zmanipulowani sądzą, że mają pełne prawo wypowiadać bardzo brutalne sądy o ludziach których nie znają, a pewnie nawet nigdy nie stanęli z nimi twarzą w twarz. Są na sto procent przekonani, że ten to złodziej, ten chory psychicznie oszołom, ten aferzysta, a tamtej wiara jest zakłamana i na pokaz.

Po drugie, mamy być przekonani, że dla nas maluczkich nie ma rzeczy ważniejszej od tego, jaka opcja polityczna rządzi w Polsce, bo na tym opiera się cały fundament naszej egzystencji, a obecny konflikt głęboko dzieli polskie społeczeństwo.

Kiedy wychodzę na plac zabaw z córeczką i bawi się ona ładnie i grzecznie z innym dzieckiem, ja nie pytam czy jej rodzice są za PO czy za PiS bo mnie to kompletnie nie interesuje. Tu należy podkreślić, iż nie chodzi o to, że jest to sprawa drugorzędna czy trzeciorzędna, nie jest to dla mnie ważne w ogóle, podobnie jak dla większości innych ludzi!  Jeśli manipulatorom uda się to zmienić, staniemy u progu tragedii narodowej.

Gdy przyjdę na plac zabaw i powiem córce: nie baw się z tym dzieckiem, bo jego rodzice głosują na zdrajców narodu, zadziała we mnie ten sam mechanizm, który nie tak znowu dawno temu nakazywał ludziom mówić: nie baw się z nią, bo to Żydówka!

Jeśli ktoś w tej chwili pomyśli, że jednak przesadzam, że to nie to samo, zapewniam cię kochany bracie  i siostro, że owszem, to dokładnie ten sam mechanizm. Dokładnie te same demony!

 

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarze

Przyjdźcie do Mnie wszyscy

Gdybyśmy chcieli w jednym zdaniu streścić istotę chrześcijaństwa myślę, że świetnie by się do tego nadawała właśnie ta wypowiedź Jezusa:

 Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.(Mt 11,28)

To proste zdanie zawiera w sobie cały sens naszej wiary bo przecież chrześcijaństwo to nic innego jak podążanie za Jezusem. Warto jednak zadać sobie pytanie kim był ów syn cieśli przemierzający drogi Palestyny dwa tysiące lat temu? Wielu ludzi uważa go po dziś dzień za nauczyciela, filozofa o liberalnych poglądach, który starał się jakoś ucywilizować twarde i nierzadko okrutne prawa zwyczajowe tamtej epoki.

Jest to myśl nawet i bardzo kusząca, niestety ma się nijak do prostej logiki. Otóż w tamtych czasach wędrownych nauczycieli było wielu, tak jak i filozofów o najróżniejszych poglądach od najbardziej radykalnych po łagodnych i wyrozumiałych. Pustynia roiła się od cudotwórców, uzdrawiaczy, samozwańczych proroków czy przywódców religijnych i żaden z nich nie został powieszony na drzewie. Ten wielobarwny korowód postaci tak charakterystyczny dla tamtych czasów  nie wzbudzał w nikim aż tak wielkiego gniewu i strachu by upierano się tych ludzi skazywać na śmierć i to koniecznie w majestacie rzymskiego prawa. Cóż więc było takiego w Jezusie z Nazaretu, że doprowadził ówczesne elity żydowskiego narodu do takiego przerażenia, że  zrobili wszystko by ów łagodny prorok i nauczyciel zginął na krzyżu?

Otóż zarówno elity żydowskie jak i trochę później Rzymianie zrozumieli to czego niektórzy z nas nie rozumieją po dziś dzień, że chrześcijaństwo to powódź, która niepowstrzymana, w swoim radykalizmie burzy cały zastany porządek społeczny, kulturowy, obyczajowy, polityczny. Cały system znanych i zrozumiałych  zachowań.

Zmiana mentalna do której nawoływał Jezus, jest świetnie widoczna właśnie w tym zdaniu:

 Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.(Mt 11,28)

Przyjdźcie ze wszystkich narodów ziemi, ze wszystkich warstw i grup społecznych bez wyjątku, ze wszystkich zawodów bez różnicy, wykluczeni, wyalienowani, niedotykalni. Jezus mówił do celników, chorych fizycznie i psychicznie, nierządnic, złodziei, bandytów, nawet do tych którzy byli traktowani jako zajadli wrogowie. Radykalizm owego „wszyscy” najlepiej obrazują: powołanie na „apostoła narodów” drania, tępiciela młodego Kościoła Szawła, a przede wszystkim zdanie, które same w sobie było i zawsze pozostanie skandalem dla wszystkich tych którzy nie rozumieją czym jest chrześcijaństwo:

Gdy przyszli na miejsce, zwane «Czaszką», ukrzyżowali tam Jego i złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Lecz Jezus mówił: «Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią». (Łk 23 33-34)

Kochać bliskich i przyjaciół potrafią i poganie, żadna to wielka sprawa ale żeby kochać prześladowców, żeby zrozumieć ten skandaliczny apel Jezusa z krzyża na to pogańska mentalność to za mało, pogański sposób myślenia tego nie ogarnia. Żeby iść za Jezusem trzeba zapomnieć o wszystkim czego uczono w domu, co wynikało z zastanej obyczajowości, mentalności trzeba wyjść z systemu określającego miejsce jednostki  w społeczeństwie i określić się zupełnie na nowo.

 Do czasu przyjścia wiary byliśmy poddani pod straż Prawa i trzymani w zamknięciu aż do objawienia się wiary. 24 Tym sposobem Prawo stało się dla nas wychowawcą [który miał prowadzić] ku Chrystusowi, abyśmy z wiary uzyskali usprawiedliwienie. 25 Gdy jednak wiara nadeszła, już nie jesteśmy poddani wychowawcy 26 Wszyscy bowiem dzięki tej wierze jesteście synami Bożymi – w Chrystusie Jezusie. 27 Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. 28 Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie. 29 Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama i zgodnie z obietnicą – dziedzicami. (Gal 3 23-29)

Starszyzna żydowska doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że ów Jezus to ktoś więcej jak tylko prorok, doskonale rozumieli, że przyjęcie jego nauki równało się z zagładą świata na którego straży, w ich mniemaniu, postawił ich czy jak kto woli – wybrał ich sam Bóg.

Również Rzymianie szybko zrozumieli, że rozlewający  się jak powódź po całym ówcześnie znanym świecie ruch, którego po raz pierwszy w Antiochii zaczęto nazywać „chrześcijaństwem”, to coś zdecydowanie bardziej niebezpiecznego niż kolejna żydowska sekta religijna.Gdyby tak nie było, nie zwalczano by go z taką nieprzejednaną zajadłością. Jednakże młody Kościół nie tylko nie uległ brutalnym prześladowaniom ale rósł w siłę miał się coraz lepiej. Właśnie dla tego chwiejące się imperium postanowiło zmienić swoją taktykę wobec chrześcijaństwa, zamiast walczyć z powodzią siłą postanowiono zrobić to, co Rzymianom wychodziło doskonale: zbudować wielki akwedukt. Zamknąć szalejące wody powodzi w dającą się kontrolować i na dodatek jeszcze przynoszącą korzyści, bezpieczną rzekę. Uczynić ze skandalu chrześcijaństwa, religię państwową.

Jak bardzo skuteczna okazała się ta metoda, a budowla trwała, widać po dziś dzień. Mimo heroicznych działań rozlicznych świętych i szaleńców bożych działających na przestrzeni wieków, nie udało się jej zniszczyć do czasów obecnych. Akwedukty stoją i ciągle powstrzymują powódź czyniąc z niej grzeczną i przewidywalną rzekę religii. Jeśli chcemy by w końcu Jezus zatriumfował w naszym życiu i w otaczającym nas świecie, naszym obowiązkiem jako chrześcijan, jest ową budowlę zburzyć całkowicie. Amen!

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Trudna Mowa

Kościół na XIII niedzielę zwykłą przygotował bardzo trudny tekst. Jest tak mocny, że u wielu słuchających pojawia się konsternacja, zdziwienie, a nawet oburzenie. Jak on mógł w ogóle coś takiego powiedzieć?

Jezus powiedział do apostołów: Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka, jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego, jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. (Mt.10,37-42)

W tym samym kontekście św. Łukasz przytacza słowa Jezusa, jeszcze bardziej radykalne, skandaliczne i oburzające:

 A szły z Nim wielkie tłumy. On odwrócił się i rzekł do nich: «Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.  Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.(Łk.14,25-27)

Faktycznie, każdy kto kocha swoją rodzinę, każdy dla kogo rodzice, dzieci, mąż, żona są najważniejsi na świecie, nie może w pierwszej chwili zareagować inaczej jak silnym wzburzeniem. Jest to rzecz jak najbardziej zrozumiała. Jeśli jednak chcemy pojąć czym jest chrześcijaństwo, musimy powściągnąć gniew i podjąć refleksję nad tymi trudnymi słowami, a nie możemy tego odpowiednio zrobić bez szerszej perspektywy.

Pierwszym krokiem by zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi jest powrót do Dekalogu:

    • Jam jest Pan, Bóg twój, którym cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli.
    • 1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
    • 2. Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno.
    • 3. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.
    • 4. Czcij ojca swego i matkę swoją.

Prawo które Mojżesz otrzymał od samego Boga obowiązuje w całej swej mocy po dziś dzień. Jezus jasno i jednoznacznie to potwierdza mówiąc, :

 Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę. bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.  (Mt.5,17-18)

Naszym obowiązkiem wobec Boga jest miłość do rodziny, najbliższych,krewnych i to jest poza dyskusją. Problem pojawia się wtedy kiedy miłość ową przestajemy pojmować w sensie ewangelicznym, a zaczynamy rozumieć w znaczeniu „mafijnym”, kiedy w przywiązaniu do „swoich”, „obcych” zaczynamy traktować automatycznie jako zagrożenie, jako wrogów. Kiedy nasze przywiązanie do rodziny, klanu, plemienia, narodu staje się naszym zniewoleniem, naszym Egiptem. Kiedy nasze chrześcijaństwo zamieniamy na „polski katolicyzm plemienny” i wbrew jednoznacznemu stanowisku Episkopatu przepełnia nas pogarda i odraza do uchodźców, Ukraińców, „ruskich”, muzułmanów i wszelkich „obcych”, którzy przyjdą do nas, okradną nasze dzieci z chleba, podłożą bomby w naszych miastach i zgwałcą nasze kobiety.  Właśnie takie myślenie Jezus każe nam mieć w nienawiści, na tak pojętą „miłość plemienną” daje nam miecz by się od tego odciąć. Nawet wtedy kiedy pozornie racjonalnymi argumentami na rzecz Polski jako „obleganej twierdzy”, szafują ojcowie i matki narodu polskiego.

Jezus nie znosi dziesięciu przykazań ale je wypełnia, już nie tylko matka, ojciec, brat, siostra ma być przez nas kochana ale każdy bliźni. To jest miłość chrześcijańska, każdą inną, chorą miłość mamy mieć w nienawiści. Doskonale to widzimy w innym fragmencie Ewangelii według św. Mateusza:

Gdy jeszcze przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić. Ktoś rzekł do Niego: «Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą». Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: «Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?» I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką».(Mt.12,46-50)
Niezwykle pięknie pisze o tym sługa boży Raoul Follereau:

 Kochać swój kraj nie oznacza pogardy dla krajów sąsiednich jak kochać swoją matkę nie znaczy nienawidzić wszystkich innych matek. Miłość do własnej rodziny nie polega na okradaniu, grabieniu, zabijaniu sąsiadów. Wręcz przeciwnie, miłość do własnej rodziny pociąga za sobą i nakazuje szacunek dla innych rodzin. Dla kogóż miałby mieć szacunek ten, kto wypiera się swoich rodziców. Podobnie jest z ojczyzną. Prawdziwy patriota kocha wizerunek ojczyzny w każdym człowieku i szanuje ojczyznę każdego. (cytat za  Raoula Follereau ” Księga Miłości”wersję polskojęzyczną przygotował Kazimierz Szałata)

„Gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu” św.Augustyn z Hippony. Amen.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Jezus z Nazaretu

Medytując nad postacią Jezusa na ogół robimy to poprzez pryzmat śmierci krzyżowej i zmartwychwstania. Jest to jak najbardziej słuszne, bo przecież gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, daremna byłaby nasza wiara. Czasami jednak warto się na chwilę zatrzymać, że się tak wyrażę, w połowie drogi i rozważyć inne wątki z Nim związane. Dzięki temu i sens zmartwychwstania może objawić nam się pełniej i dokładniej. Mogą nam w tym być pomocne słowa z naszego wyznania wiary. Słowa, które tak często wymawiamy i nad którymi, tak rzadko się zatrzymujemy.

„Narodził się z Maryi Panny”. Pierwsze co zastanawia, to: dlaczego urodził się z kobiety, jako człowiek we wszystkim nam podobny oprócz grzechu? Przecież mógł spaść na Ziemię z deszczem, mógł wyskoczyć z głowy jakiegoś mędrca, mógł pojawić się między ludźmi na nieskończenie wiele sposobów, bo przecież dla Boga nie ma nic niemożliwego. Mógł przyjść jako heros podobny do greckich mitycznych półbogów, mógł stać się krzakiem gorejącym czy czymkolwiek, lub kimkolwiek innym. On jednak stał się człowiekiem.

Jezus – człowiek pokazuje nam absolutnie kluczową dla naszej wiary postawę. Przyszedł do nas jako jeden z nas, by nam udowodnić, że nic z tego czego naucza, o czym przepowiada, co demonstruje swoją postawą, nie jest ponad nasze siły. Nic nie przekracza naszych możliwości, nic nie jest niewykonalne. Pokazuje nam: ” spójrzcie, jestem taki sam jak wy, skoro ja mogę, wy też możecie!”

Uczy nas, że Królestwo Niebieskie to nie jest jakaś tam abstrakcja, jakieś tam mityczne Niebo znajdujące się nie wiadomo gdzie, do którego być może dostaniemy się po śmierci. Ono jest tuż, tuż, nadchodzi właśnie TERAZ !

A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże. (ŁK. 11,20)

Jedyne co musimy zrobić, by przyszło do nas, to nawrócić się i podjąć decyzję wiary.

Pierwszym aktem, którym Jezus włącza się we wspólnotę z nami wszystkimi jest jego chrzest w Jordanie. Poprzez chrzest staje się równy ze wszystkimi ochrzczonymi, jest nie tylko głową Kościoła Powszechnego, ale również jego członkiem, jednym z nas, takim samym jak my. Łączy się w komunii ze wszystkimi świętymi.

Kościół uczy nas, że wierzymy w „obcowanie świętych”, we wspólnotę wszystkich tych, którzy byli przed nami, którzy są teraz i którzy przyjdą po nas. Oczywiście jest wielu takich, którzy utrzymują, że o niczym takim w Ewangeliach nie ma mowy, że są to patenty obmyślone przez średniowiecznych scholastyków. Jest to o tyle zdumiewające, że przecież znacząca część jezusowych uzdrowień właśnie o tym zaświadcza.

Decyzja wiary, którą podejmujemy, to nasze osobiste, indywidualne postanowienie skutkujące jednak tym, że nie jesteśmy już sami, jesteśmy zjednoczeni z Kościołem, stajemy się wspólnotą. Innymi słowy: wierzymy za siebie i jednocześnie za cały wędrujący lud Boży. Gdy przynosimy noworodka do chrztu świętego oczywistym jest, że to nie ono podejmuje decyzję wiary, to jego rodzice i rodzice chrzestni wierzą za nie. Przepięknymi przykładami „wiary zastępczej” w Ewangelii mogą być chociażby uzdrowienia sługi setnika,  córki zwierzchnika synagogi czy syna urzędnika królewskiego. Maria i Marta modlą się o powrót do życia swojego brata Łazarza.

Te i wiele innych przykładów przekonuje, że złączeni z Jezusem Chrystusem możemy, a nawet powinniśmy się modlić jeden za drugiego we wspólnocie Kościoła, „obcowaniu świętych”.

Ktoś jednak może powiedzieć; „no ładnie i pięknie, pewnie, że możemy, a nawet powinniśmy się upodabniać do Jezusa ale nie przesadzajmy, cudów czynić to my nie potrafimy!”

Czym są, a czym nie są cuda najlepiej nam uświadamia pewien dość zaskakujący fragment Ewangelii:

Gdy Jezus dokończył tych przypowieści, oddalił się stamtąd. 54 Przyszedłszy do swego miasta rodzinnego, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali: «Skąd u Niego ta mądrość i cuda? 55 Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam*, a Jego braciom* Jakub, Józef, Szymon i Juda? 56 Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc ma to wszystko?» 57 I powątpiewali o Nim. A Jezus rzekł do nich: «Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony». 58 I niewiele zdziałał tam cudów, z powodu ich niedowiarstwa. (Mt 13, 53-58)

Marek o tych wydarzeniach pisze jeszcze dosadniej :

I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich.(Mk 6,5)

O co w tym wszystkim chodzi? Czy Jezus w pewnym momencie swojej działalności stracił  moc? Czy bliskość znajomych i krewnych speszyła go do tego stopnia, że nie potrafił wykorzystać swoich nieprzeciętnych zdolności? Otóż Jezus to nie czarownik, to nie mag, czy prestidigitator. Cuda to nie magiczne sztuczki. To moc przemieniająca naszej wiary. Kiedy podejmujemy decyzję pełnego zaufania i zjednoczenia z Jezusem to postanowienie odmienia nasze życie. Innymi słowy : mocą Jezusa Chrystusa sami sobie czynimy cuda! Jezus wyraźnie i jednoznacznie stwierdzał to wielokrotnie: „to twoja wiara cię wyzwoliła, to twoja wiara cię uzdrowiła”. Prawdziwa głęboka wiara czyni z nas cudotwórców!

Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. 26 Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. 27 Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!» 28 Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!» 29 A On rzekł: «Przyjdź!» Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. 30 Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!» 31 Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, małej wiary?» 32 Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. 33 Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: «Prawdziwie jesteś Synem Bożym». (Mt 14,25-33)

Ten fragment zaczerpnięty od św. Mateusza to kwintesencja życia chrześcijanina. Moc wiary sprawia, że chodzimy po wodzie, rozliczne zwątpienia, których doświadczamy na swojej drodze sprawiają, że toniemy. Jest to całkowicie normalne i nieuniknione, cala rzecz w tym, żeby za św.Piotrem wołać: „Panie ratuj mnie!” Bo te wołanie to jedyna postawa, która odróżnia Szymona Piotra od Judasza. Obaj zdradzili Jezusa, obaj uzmysłowili sobie swój grzech, obaj żałowali. Jednego ten żal doprowadził do całkowitego zwątpienia, wyparcia się nadziei, drugiego do wołania:” Panie ratuj!”

Panie ratuj nas, Twój Kościół wędrujący!

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Harry Potter a Tolkien czyli infantylizacja Depozytu Wiary

Zupełnie nie znam się na czarnej, białej czy jakiejkolwiek innej magii. Nie lubię fantastyki,  baśni itp. Nigdy nie przeczytałem żadnej z książek pana Tolkiena ani żadnej z przygodami o Harrym Potterze, do czego uczciwie przyznaję się na wstępie tego wpisu.

Wiele osób może uznać, skoro nie czytałem to i nie powinienem na ich temat zabierać głosu i trudno się z tym nie zgodzić. Nie zamierzam jednak zajmować się tutaj krytyką literacką. Zwyczajnie, będąc człowiekiem mocno sceptycznym z natury, jestem zafascynowany tym, że poważni, dorośli ludzie toczą fundamentalne, zażarte dysputy na temat tego, który świat fikcyjnych, baśniowych stworów jest dobry i chrześcijański, a który zły i satanistyczny.

Jeśli przyjrzymy się odrobinę dokładniej czterem Ewangeliom musimy uznać, że są one bardzo powściągliwe, stonowane  w swoim przekazie. Nie ma tam nic spektakularnego, nawet cuda Jezusa są przedstawione w sposób niezwykle chłodny, a przecież materiału na wielką literaturę jest aż nadto. Z wskrzeszenia Łazarza czy o wypędzaniu złych  duchów można było zrobić opowieść, której nie powstydzili by się twórcy „Matrixa”. Co więcej, takie teksty powstawały! Jeśli zagłębimy się w barwny świat apokryfów, znajdziemy w nim ogrom dziwów i zdarzeń rodem nie z tej ziemi. Mówiące po ludzku psy, przemawiające głosem mężczyzny noworodki, Szymona Maga fruwającego nad Rzymem. Biblijne postacie przemierzające czeluście piekielne. Możemy poczytać sobie o dzieciństwie Jezusa, rodzicach Marii i o wielu cudach i fantastycznych historiach o których milczą ewangeliści.

Czy to oznacza, że Markowi, Mateuszowi, Łukaszowi i Janowi zabrakło weny i polotu literackiego? Bynajmniej! Ewangeliści chcieli przedstawić Prawdę o Jezusie, a nie robić literaturę. Zadbali o to by Dobra Nowina nie rozmyła się gdzieś w gąszczu namnożonych wątków, dygresji, nieistotnych opowieści, mało znaczących postaci. Właśnie z tych powodów młody Kościół tak upodobał sobie te teksty, strzegł je, chronił i dbał by zachowały się w czystej, niezmienionej postaci dla przyszłych pokoleń.

O ile nie czytałem nic Tolkiena i J.K. Rowling to całkiem nie najgorzej znam „Opowieści z Narnii”, przez długi czas bowiem była to ulubiona lektura syna na dobranoc. Ekscytujący, czarodziejski świat C.S.Lewisa, może być wspaniałą przygodą dla dzieci i młodzieży: rozliczne bitwy, magia ta dobra i ta zła, mniej lub bardziej sympatyczne dziwolągi czy mówiące ludzkim głosem zwierzęta mocno działają na wyobraźnię czy jednak jest to chrześcijaństwo w czystej postaci? Czy gadający lew to Jezus? Głównym spoiwem łączącym wszystkie opowieści z czarodziejskiej krainy jest wojna, czy to oznacza, że istotą chrześcijaństwa jest walka? Jeśli odpowiemy twierdząco na to pytanie, pojawia się problem: co z męczennikami za wiarę? Młody Kościół uznawał taką śmierć za chrzest własną krwią, który znosi wszystkie grzechy czyniąc męczenników „niewątpliwie świętymi”. Skoro istotą naszej wiary jest walka dobra ze złem ich śmierć musimy uznać za  wynik  słabości. Zginęli bo nie mieli za sobą wielkiej armii, broni, militarnej potęgi, Bóg był po stronie silniejszych legionów. Czy kluczem do zrozumienia sensu męczeństwa jest bezsilność?

Upierając się, że barwne zmagania ludzi, potworów i mówiących zwierząt z książek Tolkiena czy C.S.Lewisa to istota chrześcijaństwa, wpadamy dokładnie w tę samą pułapkę, której, we własnym geniuszu i dzięki działaniu Ducha Świętego, uniknęli czterej ewangeliści. Fantastyczny i skomplikowany świat czarów i dziwów dostarczając ogromnej ilości wzruszeń, skutecznie zakrywa prosty sens Dobrej Nowiny.

Nie oznacz to oczywiście że, wrażliwy czytelnik nie powinien doszukiwać się w tych dziełach chrześcijańskich natchnień, jak najbardziej może. Cała rzecz w tym, że może to robić równie dobrze, czytając o przygodach Harry Pottera. Upieram się bowiem przy stwierdzeniu, że literatura nie dzieli się na chrześcijańską i pozostałą, ani nawet na dobrą i złą tylko na taką która nas wzrusza i do nas przemawia i na taką, która jest dla nas obojętną.

Jeśli komuś świat stworzony przez panią J.K. Rowling dostarczył pięknych, wspaniałych wzruszeń czemu mamy z tym polemizować i mu tego zabraniać?  Czy spory o to która magia, z której książki jest lepsza nie przypominają kłótni rodem z piaskownicy?

Jezus ostrzega nas, że jeśli nie staniemy się jak dzieci, nie wejdziemy do Królestwa Niebieskiego. Śmiem jednak twierdzi, że chodziło Mu  raczej o powrót do prostego myślenia, wrażliwości i łagodności serca, a nie koniecznie: o pielęgnowanie w sobie kompleksu Piotrusia Pana!

 

 

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarze

Kościół a lewacy

W Polsce jest wiele środowisk jawnie i otwarcie wrogich Kościołowi Katolickiemu. Do jednych z nich zaliczają się ludzie skupieni wokół radykalnej lewicy, którzy nie chcąc by utożsamiano ich z systemowymi lewicowymi partiami politycznymi, określają się jako lewacy.

Naiwnością byłoby postulować, żeby katolicy jako ci, którzy wrogów nie mają za wszelką cenę do tych środowisk i związanych z nimi ludzi wyciągali ręce deklarując chęć pojednania, z tego prostego powodu, że zdeklarowani przeciwnicy Kościoła wcale takiego dialogu nie chcą. Zarzucając wierzącym „życie z klapkami na oczach”, sami funkcjonują dokładnie w ten sam sposób. Mają swój własny, wyrobiony obraz Kościoła w Polsce, poruszają się w sieci stereotypów i kalek myślowych i odrzucają wszystko co im do tego obrazka nie pasuje. Środowiska prawicowe związane z Kościołem lubują się w wypowiedziach typu : bo feministki to, anarchiści tamto, na co chętnie i często radykalne środowiska lewackie odpowiadają tym samym: katolicy są tacy, Kościół w Polsce jest taki. Jest to awers i rewers dokładnie tego samego myślenia przesyconego ideologią i doktrynerstwem. Tam gdzie spotykają się dwie monologujące siły oczywiście żaden dialog nie jest możliwy.

Czy to znaczy, skoro porozumienie nie jest możliwe, że mamy żyć obok siebie udając jakby strony po drugiej strony barykady w ogóle nie było? Czy jakiekolwiek formy współpracy są całkowicie niemożliwe? Proste „porozumienie ponad barierami” rzecz jasna jest nie wykonalne ale my ludzie Kościoła choć nie musimy się z naszymi przeciwnikami zgadzać to możemy zrobić przynajmniej tyle, że zaczniemy ich dokładniej słuchać, co może skutkować dobrem dla nas wszystkich. Posłużę się tutaj dwoma kluczowymi tematami tak ważnymi dla środowisk lewackich jak aborcja i stosunki pracy.

Przynajmniej jedną rzecz należy uczciwie oddać wojującym feministkom, kiedy wypowiadają się na temat aborcji w Polsce, bez wątpienia wiedzą o czym mówią. Z danych którymi dysponują jasno wynika, że ten problem nie dotyczy wyłącznie nastolatek rozpoczynających współżycie seksualne zbyt wcześnie, dotyczy w dużej mierze kobiet dojrzałych, żyjących w związkach i już posiadających jedno lub więcej dzieci.

Kościół Katolicki w Polsce w kwestiach seksualności skupia się w dużej mierze na dwóch tematach, czystości przedmałżeńskiej i naturalnej metodzie planowania rodziny. Cała rzecz w tym, że do dojrzałych,pozostawionych samym sobie, borykających się z codziennymi problemami, żyjących często w toksycznych związkach kobiet, dla których kolejna ciążą nie jest szczęściem tylko wielki problemem, nie dotrą nawet najpiękniejsze świadectwa par zachowujących czystość do ślubu, nawet najwspanialsze katechezy o czystości przedmałżeńskiej.

Kobiety dla których mężowie czy partnerzy są katami, którzy stosują wobec nich przemoc również seksualną, które są bite i gwałcone, nauka o dokładnym kontrolowaniu swojego ciała i naturalnym planowaniu poczęć to czysta utopia.

Założenie, że wszyscy w Polsce jesteśmy mili, kulturalni,  zamożni i jeśli tylko uda nam się opanować nasze żądze do ślubu to już później jedynym problemem z jakim przyjdzie się nam mierzyć, to kwestia czy wolno nam używać prezerwatywy czy nie, jest tyleż piękne co całkowicie naiwne. Jeśli Kościołowi w Polsce nie wystarczy rola „obleganej twierdzy” ale ma ambicje wyjść do ludzi z ich realnymi, prawdziwymi problemami, powinien słuchać tych, którzy działają „na pierwszej linii frontu”. Jeśli chce realnie wspierać polskie kobiety, musi uważnie słuchać co mają do powiedzenia w tym temacie feministki.

Ostatnimi czasy Kościół jasno i wyraźnie wypowiada się w kwestii uchodźców i cześć i chwała mu za to, niestety nie zauważa przy tym wielkiego problemu z naszego własnego podwórka, jakim stała się w naszym kraju imigracja zarobkowa. Od kilku lat, napływa do Polski przeogromna rzesza ludzi z za wschodniej granicy, głównie z Ukrainy, szukających w naszym kraju lepszego życia. To co ci ludzie znajdują woła o pomstę do Nieba, a Kościół w tej sprawie milczy całkowicie.

Polscy pracodawcy traktują ich jako pół niewolniczą siłę roboczą, zmuszają do pracy po kilkanaście godzin dziennie, a jedyne prawo które im przysługuje brzmi: „jak ci się nie podoba wracaj na Ukrainę”. Co gorsza, spotyka się to w naszym kraju, z niemal całkowitą akceptacją społeczną. Nawet wykształceni ludzie, zdawać by się mogło „na poziomie”, nie uważają takiego traktowania za rasizm w czystej postaci. Dla nich bycie rasistą oznacza nienawiść wobec murzynów czy Żydów, a Ukraińcy powinni być wręcz nam dozgonnie wdzięczni, że łaskawie pozwalamy im pracować, bo przecież w Polsce i tak mają lepiej niż na Ukrainie.

Od kiedy polska lewica stała się bardziej burżuazyjna od partii prawicowych, w realiach naszego brutalnego kapitalizmu o prawa pracownicze, o robotników, o najsłabszych, o ludzi wyrzucanych z mieszkań na bruk upominają się niemal wyłącznie środowiska lewackie. Właśnie dla tego warto uważnie wsłuchać się w to co te środowiska mają do powiedzenia. Nie po to by nagle katolicy i lewacy ramię w ramię wyszli na barykady lecz po to by Kościół Katolicki w Polsce budził z letargu samozadowolenia nasze sumienia.

Sługa Boży Kościoła Katolickiego Raoul Follereau  pisał :

Miałem taki oto sen: Przed sądem Pana staje człowiek i mówi: „Spójrz, Panie Boże, zachowywałem Twoje Prawa, nie dopuściłem się nieuczciwości, przewrotności, ni bezbożności. Ręce moje, Panie są czyste.

–  Bez wątpienia, bez wątpienia, odpowiedział mu Dobry Bóg … Ale są puste.” (Cytat za Raoul Follereau Księga Miłości: wersję polskojęzyczną przygotował Kazimierz Szałata)

 

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj